Tomasz Jaśkowiec, Boże pragnienia

/ Październik 16, 2016/ Artykuły, Tomasz Jaśkowiec

Są w Biblii w ks. Ozeasza niezwykłe słowa odkrywające po części pragnienia lub oczekiwania Boga względem człowieka, a brzmią następująco: Miłości pragnę nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz.6.6). To bardzo szczególne choć nie jedyne tego typu wyznanie, zwłaszcza że kult ofiarniczy w świątyni, oraz zachowywanie Prawa Mojżeszowego były wówczas najwyższą formą oddawania czci Bogu. Zanim jednak prorok wypowiadający te słowa był w stanie sam je zrozumieć otrzymał równie niezwykłe na tamte czasy polecenie wzięcia sobie za żonę nierządnicy (Oz.1.2). Sytuacja ta może szokować zwłaszcza tych, dla których miłość romantyczna i szczęście rodzinne są najwyższym priorytetem, a Bóg w jakimś sensie tego nie uszanował uznając inne sprawy za dużo ważniejsze. Tak też powołał te rzeczy do życia, aby (oprócz realizacji celu rozmnażania się i zaludniania ziemi) były obrazem pewnych bardzo bliskich relacji właściwych wyłącznie Bogu, które po części człowiek stworzony na Jego podobieństwo może doświadczyć. Dzieci, które Ozeaszowi urodziła jego żona Gomera nazywał w pewnym sensie strasznymi imionami (Jezreel, Nieumiłowana, Niemójlud), aby były żywym przypomnieniem wypowiadanych przy ich narodzinach proroctw, które niestety były zapowiedzią klęsk, a nie błogosławieństwa i wyrazem bożych uczuć względem swojego ludu. Bóg dał swemu prorokowi odczuć to co sam czuł względem Izraela, swego ludu który stale Go zdradzał odstępując od Niego.

Jeżeli ktoś nie znalazł się w podobnej sytuacji kiedy odczuwał wielki gniew, poczucie odrzucenia i hańby, zlekceważenie i obojętność ze strony ukochanej osoby, która winna mu była nie tylko miłość, ale również cześć i posłuszeństwo, ten tego nie zrozumie. Ozeasz w jakimś stopniu doświadczył bólu jaki Bóg nosił na sercu. Następnie otrzymał przepiękną obietnicę odpuszczenia win Izraelowi, przywabienia go do Siebie i odnowienia łączącej ich pierwotnie więzi miłosnej (Oz.2.16-25). To kojarzy mi się z obrazem pierwszej miłości będącej warunkiem bliskich relacji z Bogiem, o czym mówił Chrystus do zboru w Efezie (Apk.2.2-5). Pomimo ich niewątpliwych zalet wymienionych na wstępie otrzymali poważne ostrzeżenie usunięcia ich zboru jeżeli nie zostanie w nim przywrócona ich pierwotna gorliwa miłość jaką wcześniej mieli. Widzimy więc, że jest to dla Boga bardzo ważne. Wracając jednak ponownie do księgi Ozeasza oraz bożej obietnicy przywrócenia miłości jego ludu względem Niego dostrzegamy, że podobną drogą jaką sam kroczył wysłał też swego proroka dając mu polecenie, by ponownie pokochał kobietę, która kocha innego i cudzołoży (Oz.3.1). Proszę wszystkich mężczyzn, aby postarali wczuć się w taką sytuację, jest bowiem chyba jeszcze trudniejsza niż ta podana wcześniej. Chciałoby się powiedzieć: Nie to nie, czas się rozejść (nie mówiąc już o tym, że Prawo Mojżeszowe nakazywało kamieniować kobiety które dopuściły się podobnej obrzydliwości), a tu Bóg mówi nie tylko daruj życie i przebacz, ale również pokochaj ponownie. To bardzo wiele dla dumnego człowieka, któremu Bóg chciał pokazać co jest w Jego sercu. Chodzi bowiem nie tylko o ból emocjonalny, ale wielką miłość gotową do największych poświęceń, aby tylko przywrócić pierwotny stan niezwyklej miłości jaka chwilowo po części towarzyszy też zawiązującym się związkom małżeńskich. Wydaje mi się, że granicą poświęcenia jest naruszenie bożej świętości i czci należnej jego Imieniu. Bóg nigdy nie wejdzie w grzech, ani nie dopuści się żadnej nieprawości po to, aby realizować swą miłość lecz będzie to robił w normach najwyższej doskonałości zwanej świętością.

Idąc dalej tym tokiem myślenia możemy śledzić dalsze dzieje Izraela opisane w ks. Ozeasza, albo zastanowić się nad przytoczonymi na początku tekstu słowami do których i tak doszlibyśmy w rozdziale szóstym. Jak bardzo Bogu zależy na tym, aby pozostać w bliskiej miłosnej relacji ze swoją Oblubienicą? Czy podobna sytuacja nie ma miejsca w obecnym czasie, kiedy to tak wielu szczyci się przynależnością do Chrystusa, ale tak niewielu prawdziwie dba o utrzymanie z Nim szczerej pierwszej miłości opartej na poznaniu i zaufaniu. Tak jak czasami w wielu domach ludzi wierzących mężowie spotykają się z uporem i chłodem ze strony swych kochanych żon, tak też dzieje się i w kościele bożym. W wielu zborach nie dba się o pielęgnowanie bliskości z Bogiem, co jest możliwe tylko na Jego warunkach, czyli w czystości, świętości, pełnym zaufaniu i wierności. Miłość bowiem zawsze dąży do bliskości, oraz do poświęcania się dla ukochanej osoby. Zastanówmy się więc, czy Bóg przypadkiem nie chce nam czegoś powiedzieć, na coś ważnego zwrócić uwagę. Może i do nas przemawia w podobny sposób jak i do Ozeasza?

Niezwykłe relacje bezinteresownej oddanej miłości dostrzegam pomiędzy Ojcem i Synem, którzy w równym stopniu ukochali ludzkość (Hbr.10.5-10). Równocześnie w tym samym liście widzę pochwałę zachowania doskonałych bożych standardów świętości (Hbr.1.9-12). To nasz wzór, niedościgniony przykład za którym winniśmy podążać. W Nowym Przymierzu skończył się czas wielu ofiar składanych za grzechy, a zaczął czas jednej ofiary zarówno po stronie Boga jak i człowieka. Złożenie siebie w ofierze Bogu jest prawdziwą ofiarą upodabniającą nas do Jezusa (Rz.12.1-2). On zaś z pewnością przekieruje naszą postawę miłości względem Niego na innych ludzi, tak abyśmy ze względu na Niego służyli innym aż do końca, nawet do utraty życia (1J.3.16). Taki rodzaj miłości zwany też bezinteresownym darem z siebie jest prawdziwą drogą krzyża, czyli uśmiercania własnego „ja”. Taka miłość jest nie tylko bezinteresowna, ale również czysta, czyli święta w bożym tego słowa znaczeniu, bo nasza miłość do Boga nie powinna nam pozwolić na troskę o dobro innych sposobami, które Jemu się nie podobają. Zasadą staje się szukanie we wszystkim Jego, a nie naszej lub kogokolwiek innego woli. Dołóżmy więc starań, abyśmy mogli zbliżyć się do Boga, bo z daleka trudno się Go czci, a jeszcze trudniej poznaje pragnienia jego serca.

Nie tylko ilość nawracających się ludzi cieszy Stwórcę, ale również ich wzrost, czyli jakość ich wiary, miłości i pobożności. Poznanie Boga i jego woli jest więc czymś bardzo ważnym, o czym również czytamy w księdze Ozeasza (Oz.4.1-10). Dotyczy to zwłaszcza nauczycieli, których błędy lub nieuctwo, albo brak bliskiej relacji z Bogiem odbija się na zborach w których nauczają. Od nich Bóg wymaga jednak czegoś więcej (Jk.3.1). Do nich należy szukanie i poznawanie Boga, oraz Jego Słowa, aby nie prowadzili ludzi na manowce, bo jeżeli ślepy ślepego prowadzi, to obaj w dół wpadną. A jeżeli ktoś nie ma Ducha Chrystusowego lub ma z Nim z jakichś względów słabe relacje to czytane słowa Biblii będzie w wielu miejscach wypaczał kierując się własną mądrością, logiką, czy doświadczeniem. Idąc drogą miłości zarówno względem Boga jak i Jego Słowa, jego świętości i sprawiedliwości, oraz ludzi na pewno nie zbłądzimy (1Kor.12.31-13.1-13) i szeroko będzie nam otwarte wejście do królestwa naszego Pana Jezusa Chrystusa (2P.1.5-11). Jeżeli natomiast chcemy dalej dociekać pragnień i oczekiwań Boga względem nas wierzących, to zacznijmy od dokładnego zapoznania się z tym co Bóg mówi o swoich oczekiwaniach względem człowieka w dwóch innych miejscach (Mich.6.6-8, 5Mż.10.12-22). Z całą pewnością nie chodzi Bogu wyłącznie o pełnienie jakichś obrzędów, czy uczynków lub zachowywanie jakiegoś współczesnego prawa, a raczej o oddawanie Mu czci w sposób jaki Jemu jest miły (1Sam.16.7, J.4.23-24). To bardzo ważne, żeby sercem swoim zbliżyć się do Boga, bo bez tego wszystko inne nie chce się układać, zawodzą sprawdzone metody i uświęcone tradycją zwyczaje, bo Bóg nie chce wspierać dzieła rąk ludzkich lecz używać ich do własnych wspaniałych celów. Do nas należy wybór czy jak chcemy odpowiedzieć na jego łaskę we wszystkich sprawach, które już udało nam się zrozumieć.

Jeżeli dotarło już do kogoś, że to właśnie miłość do Boga i wszystkiego co od Niego pochodzi wyrażana całym sercem, duszą i ciałem jest największym bożym przykazaniem, a tuż za nim podąża przykazanie miłości do drugiego człowieka (Mt.22.36-40), to naturalną konsekwencją takiej refleksji powinno być postawienie sobie pytania jak można zdobyć lub posiąść, albo pomnożyć miłość w swoim sercu i życiu. Znalazłem w Biblii kilka podpowiedzi, które mogą się przydać:

  1. Jezus powiedział, że gdzie jest skarb nasz tam będzie też serce nasze (Łk.12.34) co można przetłumaczyć dla siebie: co będzie dla ciebie cenne to też będziesz kochał i do tego twoje serce się przywiąże. Jeżeli zaczniesz rozważać kim jest Bóg, a kim ty jesteś, co On zrobił dla ciebie, a co ci się należało, oraz jak wiele Jezus poświęcił aby cię ratować, chociaż nie musiał, to może zaczniesz zachwycać się Jego miłością, dobrocią, czy świętością. Każdy kto świadomie będzie poznawał naturę Boga ukazaną nam w Jego dziełach lub prawach będzie miał możliwość zachwycić się Jego naturą, czyli jaki tak naprawdę jest nasz Stwórca. To fascynujące zajęcie, które zawsze przyniesie dobre owoce.

  2. Wszelka wina darowana człowiekowi jest dla niego jak zdjęcie ciężarów z jego ramion, darowanie długów, wybaczenie zdrady, zaproszenie do dalszej współpracy, itd. To niezwykłe uczucie czystości, niezasłużonej, a nawet zaskakującej łaski. A tu dar przebaczenia win ponad wszelkie oczekiwania (Łk.7.44-47). Tak więc bez zrozumienia swojej winy, pychy, zepsucia i popełnionych przed Bogiem obrzydliwości trudno jest o prawdziwą pokutę i radość z odpuszczenia kary za swoje grzechy. To zaś bardzo pobudza do miłości i wdzięczności przed Bogiem.

  3. Objawiona człowiekowi miłość Boga może też pobudzać go do wzajemności zwłaszcza, że takie jest jej założenie (Rz.5.8). On ukochał nas pomimo naszych grzechów i chce naszej wzajemności. Skoro ktoś czuje się kochany, to w jakimś sensie zostaje wyróżniony i doceniony, a jest to podwójnie miłe jeżeli robi to ktoś dla nas ważny. Podobnie działa odkrywanie bożej dobroci i miłości w życiu codziennym chociaż zwykle dotyczy to wierzących osób (Jk.1.17). Jeżeli jesteśmy w stanie dostrzegać boże działanie w naszym życiu i być za nie wdzięczni Bogu, to z pewnością pobudzi to nasze serce do miłości i wdzięczności.

  4. Posłuszeństwo Słowu Bożemu sprawia nasz rozwój, wprowadzając je w życie możemy po czasie oglądać owoce jakie ono wydaje (Gal.6.7-10). To równocześnie sprawia, że w coraz większym stopniu poddajemy się Duchowi Świętemu, który po czasie wydaje w nas swoje owoce (Gal.5.22-25). Pozostawajmy więc pod Jego wpływem jak najdłużej (Ef.5.17-21). Wypełniajmy swoje myśli Jego myślami, czytajmy Jego Słowo, zastanawiajmy się nad Nim, interesujmy się wszystkim co dotyczy Królestwa Niebieskiego, przebywajmy z ludźmi prawdziwie wierzącymi, itd… Posiejcie sobie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość i stale się rozwijajcie, idźcie coraz dale, nie poprzestawajcie na tym co macie (Oz.10.12). Myślę, że również zaangażowanie we właściwą służbę do której Pan Jezus nas powołuje zbliża nas do Boga (1Tym.3.13).

  5. Jest też druga strona owej walki o miłość, a mianowicie wybierając to co dobre odrzucamy to co złe, czyli pokusy diabła, złe myśli, dogadzanie własnym pożądliwościom itd…, a za wytrwałość czeka nas nagroda (Jk.1.12-15). W skład walki duchowej można zaliczyć również pracę nad weryfikacją swoich przekonań i niszczenie w swojej świadomości błędnych przekonań, bo to są kłamstwa diabelskie (2Kor.10.3-6). Walka duchowa ma jednak o wiele szerszy zakres, ale chodzi o to, aby coraz bardziej ulegać Bogu, Jego szukać, w Nim się zanurzać i do Niego się zbliżać, a odsuwać się od tego co pochodzi od diabła sprzeciwiając się jego planom, podszeptom, straszeniu, przekupstwu, czy jakiemukolwiek innemu kłamstwu lub rozpoznanemu działaniu (Jk.4.4-10). Nie można bowiem jednocześnie dwom panom służyć, oraz pić zarówno z kielicha pańskiego jak i kielicha demonów (1Kor.10.21-23). Coś trzeba wybrać, a coś odrzucić, a potem każdego dnia to wybierać, oraz to drugie odrzucać.

  6. Kolejną ważną sprawą jest spędzanie czasu z Bogiem zwykle na modlitwie. Trudno to określić, bo nie chodzi tylko o wypowiadanie do Boga jakichś wierszyków religijnych, ani nawet pragnień swego serca, a budowanie prawdziwej osobowej więzi z Bogiem. To nie jest możliwe dla człowieka niewierzącego, ani nawet dla tego kto tylko bada opowieści innych. Miłości, przyjaźni, czy bliskich relacji opartych na wzajemnym zaufaniu nie da się nauczyć z książek, czy opowiadań, ale trzeba ich doświadczyć osobiście. To łączy się też z osobistym zaangażowaniem, wylewaniem serca przed Bogiem, szukaniem Jego względów, pragnieniem życia dla Niego i upodabniania się do Niego, oraz gotowości do wyrzeczeń (Flp.3.7-13), itd. To nie tylko praca lub nauka dla Niego, ale praca z Nim (Mt.11.28-30). Jeżeli ktoś prawdziwie będzie spędzał czas z Bogiem, to jego dusza będzie jaśnieć jak twarz Mojżesza (2Kor.3.11-13), bo kto z kim świadomie i dobrowolnie przestaje, do tego się upodabnia (2Kor.3.18).

  7. Ostatnią rzeczą o której chciałem wspomnieć, to różnego rodzaju cierpienia i doświadczenia przez które Bóg wytapia z nas to wszystko co zwyczajne i pospolite, a nawet obrzydliwe i niechwalebne jak się wytapia w piecu dodatki ze srebra lub złota (Syr.2.1-8 – to wprawdzie księga apokryficzna, ale te słowa uważam za warte przytoczenia, tą myśl można również odnaleźć w innych księgach kanonicznych). Ogień boży, to ogień oczyszczający konieczny dla każdego wierzącego (Mt.3.11). Każdy kto chce pójść za Jezusem będzie musiał go doświadczyć (2Tym.3.12). Nie do końca rozumiem jak to się dzieje, ale nawet patrząc na doświadczenia innych widzimy, że ludzie którzy doświadczyli cierpienia zwykle sami stają się lepsi, bardziej wrażliwi na krzywdę innych, łagodniejsi i mniej szorstcy w obyciu, a przy tym cierpliwsi i bardziej świadomi tego co jest dla nich ważne (Hbr.2.10). Bóg względem nas używa cierpienia jako środka wychowawczego jak do swoich dzieci (Hbr.12.6-8). Nie upadajmy więc na duchu i nie uciekajmy od tego co może nas uszlachetnić, ale cieszmy się z tej łaski i znośmy cierpliwie to co na nas przyszło, bo nic się nie dzieje bez woli Boga (Dz.5.41).

Tomasz Jaśkowiec