Tomasz Jaśkowiec, Fatalne rozpoznanie

/ Listopad 23, 2017/ Artykuły, Tomasz Jaśkowiec

Jakiś czas temu miałem możliwość uczestniczenia w wykładzie mającym na celu pogłębienie naszej wiedzy o okolicznościach, celach, formie i treści listu do Rzymian. Jest to jeden z najdłuższych listów Nowego Testamentu, a jego treść wzbudza wiele kontrowersji. Bez wątpienia uczestnictwo w tych rozważaniach było dla mnie sporym błogosławieństwem i zawsze wracam z tego typu zajęć z jakimś nowym spojrzeniem na sprawy chrześcijańskie, co nie znaczy że zmienia to mój ogólny obraz drogi zbawienia (raczej go ubogaca, doprecyzowuje czy krystalizuje). Nie chciałbym zatrzymywać się nad istotą wspomnianych wykładów, ale odnieść się do jednej małej kwestii, która nie wiadomo dlaczego mocno mnie poruszyła.

Zajmując się koncepcją zbawienia człowieka, tą nowo- i starotestamentową wykładowca zakwestionował przypuszczenie jakoby Paweł uważał, że jest lub kiedykolwiek była jakakolwiek inna droga zbawienia niż tylko z łaski przez wiarę, czyli pełne zaufanie Bogu. Swoje rozumienie wyprowadził bezpośrednio z przerabianego tekstu wspomnianego listu, a mnie uderzyło użyte przez niego sformułowanie podstawowego powodu nauczania w Izraelu drogi zbawienia opartej na wypełnianiu Prawa Mojżeszowego. To przecież droga uczynkowości przynosząca chwałę człowiekowi, a nie Bogu i biorąca obietnicę zbawienia tytułem należności, a nie łaski. To przecież zupełne przeciwieństwo nauki chrześcijańskiej, skąd więc ta rozbieżność? Odpowiedź choć prosta zupełnie mnie zaskoczyła, a nawet w pewnym sensie zachwyciła, gdyż odwołując się do zepsucia natury ludzkiej, oraz braku poznania Boga za przyczynę tego błędu wykładowca zaproponował fatalne rozpoznanie sensu i roli Prawa przez ówcześnie żyjących nauczycieli żydowskich. O jakie to życiowe, a zarazem współczesne, albo nawet ponadczasowe!

Słuchając wielu współczesnych kazań, wykładów, czy konferencji, czytając książki, gazety i różnego rodzaju opracowania dotyczące różnych kwestii nauki chrześcijańskiej niejednokrotnie odniosłem to samo wrażenie: Jak wielu ludzi ma bardzo fatalne rozpoznanie pragnień i woli Bożej. Wprawdzie powołują się na różne wersety i prawdy biblijne wokół nich snują swoje przypuszczenia i różne dziwne teorie, ale zupełnie rozmijają się z całościowym przesłaniem Biblii. Co więcej jest wielu takich, którzy budują swoje koncepcje bez odnoszenia się do nauki apostolskiej kompletnie nie rozumiejąc, że Słowo Boże jest fundamentem wszelkiego naszego zrozumienia intencji Boga. Skąd bowiem możemy wiedzieć co Mu się podoba, a co jest dla Niego obrzydliwe, albo w jaki sposób winniśmy oddawać Mu chwałę jeżeli nie zostanie nam to przez Niego objawione? Tego natomiast dokonał Jezus Chrystus gwarantując swą krwią prawdziwość swoich słów. Bóg zaś uwierzytelnił Jego przesłanie do nas poprzez wzbudzenie Go z martwych. Takiej pieczęci wiarygodności nie otrzymał nikt na świecie i tak w pierwszym wieku głoszono wolę Boga, co widzimy gdy Paweł staje na Aeropagu.

Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych. (Dz 17,30-31; BW)

Kluczową kwestią jest więc pytanie: Komu ufamy? Można oczywiści starać się poznawać Boga na własną rękę, a nawet oddawać Mu cześć w sposób jaki nam ludziom wydaje się najbardziej odpowiedni z pominięciem tego, czego o swoim Ojcu nauczał Chrystus. Jednak pomyłka w tej kwestii z pewnością będzie miała wówczas dla nas fatalne skutki. Musimy więc zadać sobie pytanie: Kto jest na tyle kompetentny, aby mógł się wypowiedzieć w tej sprawie, oraz kto jest wystarczająco nam życzliwy, aby nas nie oszukał? Pozwólcie, że zasugeruję odpowiedź poprzez pytania pomocnicze: Czy jest ktoś lepiej znający Ojca niż Syn posłany przez Niego z nieba i mający tą samą naturę co Jego Ojciec? Albo czy jest większy rodzaj miłości niż ta, którą Jezus okazał nam grzesznikom zupełnie bez żadnego wysiłku i starania z naszej strony? Przeczytajmy sobie coś o tym.

  • Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. (Mt 11,27; BW)

  • Zakon bowiem został nadany przez Mojżesza, łaska zaś i prawda stała się przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go. (J 1,17-18; BW)

  • Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. (J 15,13; BW)

  • Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie. (J 14,6; BW)

  • Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł. (Rz 5,6-8; BW)

Czy dostrzegamy jak ogromne konsekwencje pociąga za sobą fatalne rozpoznanie woli Bożej? Czy widzimy już jakie to ważne? Nie wystarczy w coś wierzyć lub coś tam dla Boga robić, bo to nie wiara nas zbawia, ani nasze uczynki, lecz Bóg. Wypadałoby się więc bardzo poważnie zastanowić nad tym, co jest podstawą naszej nadziei na życie wieczne, oraz co to znaczy trwać w Chrystusie?

Być może wielu zborowników powie: Mnie to nie dotyczy, ja wiem Komu zaufałem. Być może jest to prawdą, ale może być to jedynie naszym złudzeniem. Zastanówmy się więc razem na czym opieramy swoją pewność zbawienia. Bóg jak sam to zapowiedział nie będzie miał względu na osobę ludzką, jej staranie, funkcje, czy inne zasługi, a jedynie na dzieło Swego Jedynego Syna Jezusa Chrystusa. Uratowany został On i uratowani zostaną Ci którzy do Niego należą. Jak to może się stać? To jest dość proste, a równocześnie zupełnie niewykonalne dla tych, którzy Go nie kochają. Trzeba uwierzyć w to, że Jezus Chrystus jest Synem Boga Najwyższego, oraz uznać w sercu że Jego krew została z miłości przelana za moje grzechy. Tyle wystarczy.

Tak bowiem Mojżesz pisze o usprawiedliwieniu, które jest z zakonu: Człowiek, który spełnił zakon, przezeń żyć będzie. A usprawiedliwienie, które jest z wiary, tak mówi: Nie mów w sercu swym: Kto wstąpi do nieba? To znaczy, aby Chrystusa sprowadzić na dół; albo: Kto zstąpi do otchłani? To znaczy, aby Chrystusa wywieść z martwych w górę. Ale co powiada Pismo? Blisko ciebie jest słowo, w ustach twoich i w sercu twoim; to znaczy, słowo wiary, które głosimy. Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Powiada bowiem Pismo: Każdy, kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony. (Rz 10,5-11; BW)

Być może w ferworze walki o różne doczesne, często nawet dobre sprawy, zapominamy o tym, aby we wszystkim być zależnym od Chrystusa. Kto bowiem raz całkowicie zrezygnował z pełnienia swojej woli, aby żyć zgodnie z tym co rozumie jako wolę Boga, ten narodził się do nowego życia, życia dla Boga. Serce kogoś takiego zostaje przemienione przez Boga dając mu nowe pragnienia, a Duch Święty wchodzi do niego, aby wspierać jego chęć oddania Bogu chwały poprzez okazanie Mu pełnego posłuszeństwa. I chociaż dzieje się to w okamgnieniu, to jednak dusza ludzka do takiej decyzji może dojrzewać latami. Jednak gdy to już się stanie odpocznie od swoich czynów zdawszy się w pełni na swojego Pana. To jednak dopiero początek, a nie koniec drogi Pańskiej, nieprzypadkowo zwanej również przez Biblię drogą krzyża. Od tej chwili Bóg nas prowadzi tak jak chce, nie tylko poprzez utrapienia i walki, ale również piękne chwile bliskości z Nim i błogosławieństwa doczesnego ucząc bezwarunkowego polegania na Sobie i przemieniając nasze wnętrza upodabniając je do Siebie. Ten niezwykły proces Biblia nazywa uświęcaniem się lub nawet nabywaniem boskiej natury, a wiemy przecież że Bóg jest miłością.

Boska jego moc obdarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę, przez które darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość. (2P 1,3-4; BW)

Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować. Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli nawzajem się miłujemy, Bóg mieszka w nas i miłość jego doszła w nas do doskonałości. (1J 4,7-12; BW)

Oto właściwy i prawdziwy cel naszej wiary, który wielu zgubiło sprzed swoich oczu zajmując się sprawami drugoplanowymi. To znowu muszę uznać za fatalne rozpoznanie Bożej woli względem nas ludzi wierzących. Jezus obiecał nam nie tylko życie, ale również jego obfitość. Być może twoja wiara daje ci poczucie bezpieczeństwa, ale brak poznania Boga nie pozwala ci się do Niego zbliżyć, zachwycić się Nim, rozpalić swoje serce miłością i wdzięcznością względem Niego, a równocześnie spotykać się z Nim i rozkoszować Jego obecnością. Czas się z tym rozprawić i nie zapominać, że:

  • A celem tego, co przykazałem, jest miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej, czego niektórzy nie osiągnęli i popadli w próżną gadaninę, chcą być nauczycielami zakonu, a nie rozumieją należycie ani tego, co mówią, ani tego, co twierdzą. (1Tym 1,5-7; BW)

  • Albowiem my w Duchu oczekujemy spełnienia się nadziei usprawiedliwienia z wiary, bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości. (Gal 5,5-6; BW)

  • Ale miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie, i pożyczajcie, nie spodziewając się zwrotu, a będzie obfita nagroda wasza, i synami Najwyższego będziecie, gdyż On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych. Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz. I nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, i nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni, odpuszczajcie, a dostąpicie odpuszczenia. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, potrzęsioną i przepełnioną dadzą w zanadrze wasze; albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. (Łk 6,35-38; BW)

Być może od dawna za tym tęsknisz, ale nie wiesz jak się za to zabrać. Czasem się wzruszysz czytając jakiś psalm, czasem nabierzesz otuchy w modlitwie gdy jest ci ciężko, a czasem coś nowego się dowiesz i to cię ucieszy. Czy jednak tylko o to chodzi w chrześcijaństwie? Bóg przecież pragnie, aby Jego poznaniem, miłością i chwałą napełniła się cała ziemia. Czy i my tego chcemy, a jeżeli tak, to co nas powstrzymuje od wchodzenia przed Jego Oblicze i szukania Jego bliskości? Pomyślmy więc o wielkiej roli poznania zdobytego osobiście, twarzą w twarz przed Bogiem. On jest przecież osobą, a nie teorią dobra, czy jakąś idealną nauką. Jeżeli błędnie oszacujemy intencje naszego Stwórcy, to może mieć dla nas fatalne skutki sięgające naszej wieczności. Właściwe zrozumienie nauki Biblii – to jedno. Właściwe odniesienie zdobytej wiedzy do własnego życia – to drugie, a umiłowanie bezwzględnego posłuszeństwa Chrystusowi i wcielenie w życie tego co już poznaliśmy – to zupełnie co innego. Wbrew pozorom bardzo niewielu ludzi uważa naukę Biblii za całkowitą prawdę uznając ją za nieomylne Słowo Boże na którym chcą budować swojej życie. Fatalne rozpoznanie Bożej woli względem nas samych na jakimkolwiek etapie naszej drogi za Bogiem to przyjęcie kłamstwa diabelskiego za prawdę. To zaś albo nas zatrzyma, albo spowolni, albo skieruje na boczne tory lub zupełnie na jakieś bezdroża. Wtedy będziemy się zastanawiać dlaczego nie oglądamy Bożego działania w naszym życiu, oraz owoców przemiany naszego serca uwalnianego z niewoli przeróżnych grzechów, sideł diabelskich, strachu i wielu innych ograniczeń. Właściwego światła, siły i motywacji do szukania Boga nie znajdziemy nigdzie indziej jak tylko przed Bożym obliczem. To On wyposaża nas do każdego dobrego dzieła do jakiego nas powołał i On będzie nas wspierał na Swoich drogach, a ze złych dróg będzie się starał nas sprowadzić do Siebie. Weryfikujmy więc dla własnego dobra i tych którzy są blisko nas Bożą wolę dla naszego życia. Nie ten bowiem ma powody do hluby, kto dobrze zaczyna, ale ten kto dobrze kończy.

Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi, gotowi do karania wszelkiego nieposłuszeństwa, gdy posłuszeństwo wasze będzie całkowite. Patrzcie na to, co oczywiste. Jeśli ktoś jest przekonany, że jest Chrystusowy, niech też i to rozważy sam w sobie, że, tak jak on jest Chrystusowy, tak i my. (2Kor 10,3-7; BW)

Tomasz Jaśkowiec