Tomasz Jaśkowiec, Jarzmo nie jedno ma imię

/ Czerwiec 30, 2014/ Artykuły, Tomasz Jaśkowiec

31.06.2014

Generalnie rzecz biorąc jarzmo kojarzy nam się z pracą, uciskiem, trudem lub niewolą, a jednak nie zawsze tak być powinno. Czasami słyszymy o słodkiej niewoli, ale tutaj widzimy więzienie w cukrowej obudowie, czyli znaczne ograniczenie wolności osobistej. Czy to jedyne skojarzenia jakie mogą nam przyjść do głowy? W czasach gdy Jezus chodził po ziemi mówił, aby brać jego jarzmo na siebie i uczyć się od Niego, bo jest cichy i pokorny sercem (w innych przekładach łagodny i pokorny sercem), a jego jarzmo jest słodkie i brzemię lekkie. Jarzmo kojarzyło nam się zwykle z drewnianym urządzeniem za pomącą którego łączyło się dwa zwierzęta np. woły, aby chodziły razem w zaprzęgu i wykonywały określoną pracę. Jarzmo zespalało je w parę i zmuszało do trzymania się blisko, oraz robienia tego samego. Nie mogło jedno zwierzę pracować, a drugie w tym samym czasie leżeć lub jeść. Przykład wydaje się oczywisty, ale czy Jezus w tym fragmencie chwalił jedynie ludzką pracowitość, czy chodziło Mu o coś znacznie ważniejszego? Moim zdaniem to wielka zachęta do dobrowolnego złączenia swego losu z Nim – Jezusem Chrystusem. To jak małżeństwo, gdzie dwoje ludzi ze względu na łączącą ich miłość decyduje się na wspólne życie. Odtąd będą razem mieszkali i pracowali, śmiali się i płakali, trudzili się przy realizacji wspólnych celów i wspierali siebie nawzajem. Jednym słowem wspólnie stawią czoła wszystkiemu co ich w życiu spotka. Nie będzie już jej i jego, ale będą czymś jednym. Małżeństwo wbrew pozorom to nie tylko pasmo przyjemności, ale również codzienny trud, odpowiedzialność za drugą osobę, czasami kłótnie i nieporozumienia, tarcia i przepychanki, oraz wiele innych rzeczy których nie sposób przewidzieć. Na dodatek czasami partner bardziej przeszkadza niż pomaga i jarzmo staje się bardziej uciążliwe. Wtedy ma się wielką ochotę zrzucić ten ciężar z siebie i niejednokrotnie ludzie tak robią biorąc rozwód ze sobą. Jednak jeżeli nauczą się siebie rozumieć, troszczyć się o siebie i z sobą współpracować, wspierać się i kochać dojrzalej, jarzmo przestaje być trudem, a staje się skarbem, obroną i podporą, bo w każdej sprawie jaka by się nie przydarzyła nie są już sami. Mówię to teraz nie tylko w odniesieniu do małżeństwa, ale również w odniesieniu do Jezusa. Prawdę mówiąc to w małżeństwach bywa różnie, a związek z Chrystusem jest pewny i żaden lepszy partner niż On nie może nam się w życiu przytrafić. Złączenie swego losu z Chrystusem to decyzja serca, życiowy wybór, który z perspektywy kolejnych lat wydaje się czymś najlepszym, co mogło się nam przytrafić. Czasami narzekamy na trud, czasami na brak swobody, wierzgamy i buntujemy się przeciwko ograniczeniom i nie respektowaniu naszej woli, ale z czasem dojrzewamy i zaczynamy uczyć się od Jezusa jego postawy, co wcale wbrew pozorom nie jest takie proste. To zaś o czym mówi przytoczony fragment, a co powinno znaleźć się w centrum naszego zainteresowania to łagodność i pokora serca. Chodząc z Nim w jednym jarzmie nabieramy Jego natury i uczymy się jego mentalności, a Jego Duch przemienia nasze usposobienie na ile mu na to pozwolimy. To szkoła życia, której nie sposób przerobić inaczej, aby wydać właściwe owoce. Nie można teoretycznie przygotować się do małżeństwa, tak jak nie sposób nauczyć się chrześcijaństwa z książek. To codzienne chodzenie z Bogiem i dopasowywanie się do Niego sprawia w nas zmianę, kształtuje charakter i upodabnia do Jezusa. Są jeszcze inne jarzma o których warto wspomnieć. Można się w nie wprzęgnąć z innymi ludźmi nie tylko poprzez małżeństwo, ale również na wiele innych sposobów takich jak wspólny biznes, czy jakiekolwiek układy, czy umowy. Biblia przestrzega, abyśmy się nie wprzęgali w jedno jarzmo z niewierzącymi. Będąc w jednym jarzmie z Jezusem możemy wejść w jarzmo małżeńskie, albo jakieś inne i ufać, że nasz Pan zawsze będzie z nami i zawsze będzie pracował na naszą korzyść. Czasami może to jednak znaczyć wyjście z jakichś układów i powiązań. Ta sama zasada dotyczy zboru, czyli grupy ludzi wierzących którzy wprzęgają się w jedno jarzmo ze sobą dla wspólnego celu budowania Ciała Chrystusa. To podobna kategoria dobrowolnego poddaństwa, opartego jednak na Jezusie i Jego Słowie, nie bazująca na ludziach i ich pomysłach. Może dlatego warunkiem pozostania starszym jakiegoś zboru jest wcześniejsze wykazanie się umiejętnością chodzenia w jarzmie zarówno z Bogiem jak i z ludźmi. To wbrew pozorom nie jest zbyt powszechna umiejętność, a wielu tak zwanych dzisiejszych przywódców nie ma pojęcia co to jest cichość, łagodność czy pokora serca. A szkoda, bo łatwiej się uczy w „większym zaprzęgu” gdzie pomocą w tej kwestii mogą być dla nas bardziej niż my doświadczeni bracia lub siostry. W tym miejscu warto sobie przypomnieć inny fragment mówiący o tym, że lepiej jest dwom niż jednemu, bo gdy upadną jeden drugiego podniesie (…), a powróz potrójny niełatwo się zerwie. Dla mnie ów powróz jest obrazem chrześcijańskiego małżeństwa i podwójnego jarzma, ale przecież grubsze liny również powstają ze splatania cieńszych powrozów. Podobnie splecione chrześcijańskie rodziny tworzą zdrowy chrześcijański zbór. Teraz jarzmo będzie potrójne, ale niekoniecznie cięższe. Pamiętajmy że tak naprawdę to właśnie Jezus wykonuje większość pracy w którymkolwiek z układów. Dlatego jarzmo z Nim może być słodkie, a brzemię lekkie, to zaś będzie zmieniać sytuację i czynić ją lepszą, czy znośniejszą we wszystkich innych naszych jarzmach, bo nie będziemy w nich sami. Pomimo tego warto oszczędzić sobie problemów i bólu przez wchodzenie w niewłaściwe jarzma z których później Pan będzie musiał nas wyciągać o ile Mu na to pozwolimy. Można więc podsumowując powiedzieć, że jarzmo symbolizuje umiejętność chodzenia z Chrystusem i innymi ludźmi, chociaż ta pierwsza cecha jest nie tylko ważna, co nawet powiedziałbym niezbędna dla osoby wierzącej, a jej wartość jest nieoceniona. Owocnego ukończenia takiej szkoły sobie i każdemu wierzącemu szczerze życzę.

Tomasz Jaśkowiec