Tomasz Jaśkowiec, Droga zbawienia to droga miłości

/ 1 września, 2018/ Artykuły, Tomasz Jaśkowiec

Współczesne chrześcijaństwo już bardzo daleko odeszło od swojego biblijnego wzorca. Są tacy których to martwi, ale wydaje się że większość tzw. duchownych różnych denominacji jest z tego zadowolona. To co w powszechnym odczuciu uważamy za chrześcijaństwo straciło swoją siłę i praktycznie w Europie wywiera minimalny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Tak naprawdę to większość denominacji religijnych upodobniła się pod bardzo wieloma względami do kultury w której funkcjonuje przyjmując światowe wzorce i system wartości. Zbawienie stało się jakby produktem ubocznym doczesnego sukcesu polegającego na zdobywaniu popularności, gromadzeniu wokół siebie różnego rodzaju zwolenników, dysponowaniu dużymi pieniędzmi, a nawet ludźmi, itd. … Taki sposób życia już dzisiaj nie dziwi nawet niewierzących dla których jest to jakiś inny sposób na osiągnięcie tego o co i oni między sobą walczą.

Za drogę zbawienia uważa się ten sposób życia, który pozwala osiągnąć postawione sobie cele preferując skuteczność w ich realizacji. Pragnienie wielkości i wyjątkowości zżera wielu pastorów i głosicieli Bożego Słowa, które samo w sobie nie do tego nas zachęca. Biblijna droga zbawienia nazywana jest też drogą pokoju, miłości, sprawiedliwości, życia, prawdy, albo świętości. Równocześnie rozumie się też pod nią drogę Pańską lub Bożą, oraz naukę krzyża. Są to bliskoznaczne pojęcia znaczące jedną drogę inną od wszystkich naszych dróg, drogę jaką podążał Jezus Chrystus który tak jak nikt inny znał i zna Boga Ojca, któremu wielu z nas chce się podobać. Pomówmy więc trochę o tej drodze zamiast zapożyczać sobie z jej nauki różne elementy, aby nam służyły. To droga życia zgodnego z Bożym upodobaniem, piękna choć nie dla wszystkich bezpieczna. Nie można jej sobie wziąć, ale można na nią wstąpić oddając się Chrystusowemu stylowi życia dążącemu do pełnej jedności z Bogiem w jakiej i my możemy się uczyć chodzić zachowując pełną jedność z nauką i przykładem życia naszego Pana. Nie jest to droga doczesnego sukcesu, wielkich pieniędzy, kariery sportowej, podbojów miłosnych, władzy ani sławy, a tym bardziej niemoralności, przestępstw różnego rodzaju, czy krzywdzenia innych. Znaki i cuda nie są na niej najważniejsze, podobnie jak niewielka ilość jej uczestników nic jej nie ujmuje. To droga prawdziwej miłości, o której chociaż tak wiele się mówi, to jednak bardzo niewielu ją rozumie, a jeszcze mniej nią podąża. Na ziemi religią powszechną jest miłość własna, dążąca do zaspokajania własnych pragnień, zachcianek, czy ambicji. Szukamy tego co nam wydaje się dobre dla nas. (Ktoś mi kiedyś powiedział: Jeszcze nie widziałem grabi które by nie grabiły do siebie) Religią wiary w Jezusa Chrystusa jest miłość odwrotna, nie grabiąca do siebie lecz oddająca siebie, a to już nie to samo. Przepaść między tymi dwoma filozofiami życiowymi jest ogromna i nie da się jej tak po prostu nie zauważyć.

Chcąc ufać słowom Boga musimy przyznać, że to droga idąca pod prąd światowej mody, której praktykowanie nie zostanie dobrze przyjęte zarówno przez zwierzchności duchowe panujące na tej ziemi, jak i wszystkich ludzi chcących żyć według swojej woli (czyli pozostających pod wpływem tych zwierzchności). Zastanówmy się przez chwilę co jest dla nas najważniejsze, komu wierzymy, jak chcemy żyć i pod czyim wpływem chcemy pozostawać. O różnych drogach życia znajdujemy już sporo w Starym Testamencie:

Droga Boża jest doskonała, wyrok Pański nader czysty, tarczą jest wszystkim, którzy w nim ufają. (2Sam 22,31; BG)

Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci. Nawet w śmiechu może serce boleć, a radość może się kończyć strapieniem. Serce przewrotne zadowala się swoimi zabiegami, serce dobre dopiero swoimi uczynkami. Prostak wierzy każdemu słowu, lecz roztropny zważa na swoje kroki. (Prz 14,12-15)

Droga prawych to unikanie złego. Kto pilnuje swojej drogi, zachowuje życie. Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną. Lepiej być pokornym z ubogimi, niż dzielić łupy z pyszałkami. Kto zważa na słowo, znajduje szczęście, a kto ufa Panu, jest szczęśliwy. Kto ma mądre serce, ten zwie się rozumnym, a słodycz mowy pomnaża zdolność przekonywania. (Prz 16,17-21)

Kto postępuje uczciwie, doznaje pomocy; kto chodzi krętymi ścieżkami, wpada w dół. (Prz 28,18)

Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy. Lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd. (Koh 11,9)

Podobnych fragmentów jest w całej Biblii znacznie więcej i nie sposób się nimi wszystkimi teraz zająć dlatego też postanowiłem skupić się głównie na jednym, dlatego że w oczach Pawła natchnionego Bożym Duchem był to wyjątkowy sposób życia, który sam nazwał drogą doskonalszą od innych.

Starajcie się tedy usilnie o większe dary łaski; a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. (1Kor 12,31)

Z kontekstu tego wersetu wnioskujemy, że Paweł przeciwstawia tą drogę drodze zabiegania o posiadanie jak największej liczby darów duchowych, co miało miejsce w Koryncie, a następnie prowadziło ich posiadaczy do pewnego rodzaju pychy duchowej, rywalizacji i sporów. Podobnie dzieje się i dzisiaj. My jednak pójdźmy dalej nie zważając na sztuczne podziały tego tekstu, gdyż w moim odczuciu ten werset powinien należeć do następnego rozdziału.

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. (1Kor 13,1)

Ten niepozorny początek jednego z najdonioślejszych hymnów miłości sugeruje nam, że to miłość nadaje wartość wszystkim innym rzeczom, a jeżeli coś dzieje się bez miłości nie posiada również żadnej wartości i równocześnie nie przynosi nam żadnego pożytku. Ten tok myślenia potwierdzają kolejne wersety.

I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. (1Kor 13,2-3)

Tym razem mowa o darach uważanych za większe od daru języków takie jak dar prorokowania, ale również wszelkiego rodzaju wiedza, a nawet pełnia wiary funkcjonująca bez miłości okazuje się bez znaczenia dla naszej duszy. To samo dotyczy nawet bezgranicznego poświęcenia jakim byłoby rozdanie całego swojego mienia i spalenie własnego ciała, bo przecież nie o to w chrześcijaństwie chodzi. Aby pokazać doniosłość i wielkość miłości Paweł zestawił ją z tym, co my ludzie uważamy za wielkie i przekonuje, że bez niej te rzeczy nie mają same w sobie żadnej wartości. To rewolucyjne i dość niezwykłe stwierdzenie, które można porównać jedynie z hierarchią wartości podaną nam przez samego Jezusa!

Nauczycielu, które przykazanie jest największe? A On mu powiedział: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej. To jest największe i pierwsze przykazanie. A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się cały zakon i prorocy. (Mt 22,36-40)

Jeżeli spróbujemy popatrzeć przez pryzmat tych słów na nasze czasy, nawet na nasze zbory, to z łatwością zauważymy jak cenni są dla nas bracia nauczyciele posiadający ogromną wiedzę nie tylko biblijną, ale również historyczną, czy kulturową. Nie wiadomo dlaczego bardziej cenimy sobie towarzystwo tych bogatych niż tych biednych. Pomyślmy czy kogoś dzisiaj byłoby stać na rozdanie swego majątku, a jeżeli tak to jaką chwałą byłby otaczany. Popatrzmy jak cenni są dla nas sponsorzy zborowi, ludzie którzy chcą wspierać naszą działalność nawet jeżeli robią to na pokaz, albo wbrew swemu światowemu sposobowi życia to rzadko nam to przeszkadza. Niestety w wielu przypadkach nawet prawdziwa wiara takich dobroczyńców obchodzi nas mniej niż ich ofiarność. Aby utrzymać ich przychylność jesteśmy w stanie długo i gorliwie zabiegać o ich względy, słodzić im, zabawiać, czy komplementować. Takie rzeczy da się zobaczyć w wielu miejscach, a wnioski z nich płynące świadczą dobitnie przeciwko nam samym. Czy to w ich pieniądzach pokładamy ufność na rozwój zboru lub rozwiązanie problemów z którymi się borykamy? Nie mówię już o spaleniu własnego ciała, bo to by się z pewnością spotkało z dezaprobatą, ale popatrzmy na to jako na akt wielkiego oddania, czy służby zborowi. Mówi się przecież, że ktoś się spala w jakiejś pracy lub dla jakiegoś celu czy idei. Jak trudno o takich ludzi dzisiaj i jak bardzo są naszą pociechą, więc o ile trudniej jest powiedzieć że ich poświęcenie samo w sobie nie ma dla Boga wartości jeżeli nie łączy się z miłością. A jednak Słowo Boże tak nazywa nawet największe poświęcenie jakim byłoby spalenie swojego ciała nie tylko w jakiejś służbie (nawet pastorskiej), ale nawet dosłowne jeżeli nie zostałoby to uczynione z miłości, tej prawdziwej do Boga lecz skierowanej na ludzi. Czy to nas nie szokuje, że ktoś taki bezpowrotnie skazałby siebie na piekło? Okazuje się bowiem, że to miłość nadaje wszystkiemu wartości lecz nie jest to tylko emocjonalne zauroczenie, albo entuzjastyczny podziw lecz postawa niemożliwa do osiągnięcia dla człowieka bez wsparcia tego, który sam jest Miłością. Dlatego też życie bez Bożej Miłości możemy nazwać życiem bezbożnym, bo zaufanie do Boga polega na otwarciu się na Niego, a On wtedy będzie działał w nas.

Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować. Boga nikt nigdy nie widział; jeżeli nawzajem się miłujemy, Bóg mieszka w nas i miłość jego doszła w nas do doskonałości. Po tym poznajemy, że w nim mieszkamy, a On w nas, że z Ducha swojego nam udzielił. (1J 4,7-13)

Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami. Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy. Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc. (Gal 5,22-26)

To dwa bardzo znane wersety, które równie dobitnie mówią o tym, że człowiek wszczepiony w Ciało Chrystusa jak dziczka oliwna w pień szlachetnego drzewa zarówno czerpie z Jego Ducha (jak dziczka z soków drzewa), jak i wydaje te same owoce co Chrystus (owe drzewo). Niby wszyscy o tym wiemy, a jednak zapominamy o sprawdzaniu zarówno własnych jak i cudzych owoców życia. To zwłaszcza w naszych czasach ma ogromne znaczenie, bo jak uczy Biblia na świat wyszło wielu oszustów i zwodzicieli, którzy również mówią o miłości, ale biblijnego owocu nie wydają. Zatem nie wszystko co ludzie nazywają miłością jest nią w naprawdę. Aby uniknąć nieporozumień Paweł wykłada nam jaka jest prawdziwa miłość, a życie Jezusa Chrystusa, Pawła i innych Apostołów pokazują nam praktyczny jej wymiar.

Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. (1Kor 13,4-8)

Potrzeba nam więcej pokory, abyśmy mogli dostrzec wielkość i inność, czyli świętość Boga działającego często w sposób niezauważalny w naszym życiu. Jednak pewnie wielu z nas doświadczyło tego, że owoce tego co Bóg w nas lub naszym życiu uczynił mają wymiar jakiejś niezwykłej trwałości, jakby sam Bóg czuwał nad nienaruszalnością lub nawet rozwojem tego co zaczął. To życie przesiąknięte miłością jest prawdziwym dowodem naszej wiary i rzeczywistego narodzenia się na nowo z Ducha Świętego, a nie nasza gorliwość w uczęszczaniu na nabożeństwa, wiedza biblijna, wzrost popularności w zborze, czy jeszcze coś innego co moglibyśmy zakwalifikować jako Boże błogosławieństwo w naszym życiu (chociaż jedno drugiego nie musi wykluczać). Już bardziej trudności, doświadczenia, czy skuteczna walka z naszymi grzechami i cielesnymi przywarami więcej mówią o naszej bliskości z Bogiem. Porównajmy sobie na zakończenie dwa fragmenty napisane w jednym liście, czyli przez jednego autora, a dokładnie Pawła. Składając je w jedną logiczną całość otrzymujemy bardzo krótką i bardzo praktyczną definicję nowego stworzenia.

Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie. (Gal 6,15)

, bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości. (Gal 5,6)

Tak więc łatwo dochodzimy do wniosku, że jak miłość wzbudzona w nas do Boga pobudza nas do ufności Chrystusowi i Jego Słowom, tak też ufność do Niego rodzi w nas owoc prawdziwej miłości, a ponadto wszystko co dzieje się w naszym życiu jest w większym lub mniejszym stopniu przesycone miłością (jeżeli tylko trwamy w Chrystusie), która nie tylko nas spaja zarówno z Chrystusem jak i innymi członkami Jego Ciała, ale również wszystkiemu nadaje wartość i wzrost. Nie kojarzę innych rzeczy nazwanych doskonałym spoiwem, bo tak jest też w rzeczywistości zarówno w odniesieniu do Boga jak i innych ludzi.

Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy. A ponad to wszystko przyobleczcie się w miłość, która jest spójnią doskonałości. A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych; i wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez Niego Bogu Ojcu. (Kol 3,12-17)

Czytając przedstawione fragmenty i wiele innych im podobnych trudno się oprzeć wrażeniu, że cena prawdziwej miłości nie tylko jest przeogromna, ale równie trudno ją z czymkolwiek porównać lub nawet przecenić. Jest bowiem jak próba złota we wszystkim co robimy. Jezus pokazał nam jak wygląda stuprocentowe złoto duchowe (J 15,12-17), a do nas – Jego uczniów należy upodabnianie się do naszego Mistrza. Dopóki nie zostanie złamane w nas owe samolubne przekonanie o tym, że jesteśmy sami z siebie cenni i to co robimy jest dobre nie zrozumiemy, że to Bóg czyni dobro z tego co nasze, a bez Niego nic dobrego nie moglibyśmy uczynić. To nasza pycha broni się przed uznaniem wszystkiego za śmieci wobec największej wartości możliwości poznawania Jezusa Chrystusa, ale w praktycznym tego słowa znaczeniu poprzez trwanie w Nim.

Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy. A ponad to wszystko przyobleczcie się w miłość, która jest spójnią doskonałości. A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych; i wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez Niego Bogu Ojcu. (Flp 3,12-17)

Tak też wiara nasza i miłość do Boga łączą się z nadzieją życia wiecznego z naszym Stwórcom w wymiarze którego nie jesteśmy sobie teraz w stanie wyobrazić, a co za tym idzie odpowiednio docenić. Zwłaszcza, że odrzucając dar Bożej łaski, Jego ofiarę na krzyżu i przeogromne wsparcie Ducha Świętego w naszym pielgrzymowaniu do domu Ojca w niebie nie pozostanie nam nic innego jak tylko oczekiwanie żaru jeziora ognia przygotowanego dla diabła i jego aniołów, oraz tych wszystkich którzy jak on wzgardzili w swym sercu miłością Boga. Nie ulegajmy więc zniechęceniu i nie dajmy się łatwo zastraszyć, ani zniechęcić.

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość. (1Kor 13,13)

Jeżeli gdy biegłeś z pieszymi, zmęczyło cię to, jakże pójdziesz w zawody z rumakami? A jeżeli w kraju spokojnym nie czujesz się bezpieczny, cóż poczniesz w zaroślach Jordanu? (Jer 12,5)

Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja – czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka – mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. To właśnie dla nich jest zapowiedzią zagłady, a dla was zbawienia, i to przez Boga. Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie. (Flp 1,27-30; BT)

Jest wiele fragmentów których nie sposób było tutaj przytoczyć, a które mogą nas szokować, bo przecież nie tak to sobie zwykle wyobrażamy. Jeżeli zaś słyszymy, że Boża miłość względem nas objawia się w doświadczeniach i karceniu to naprawdę trudno nam to przyjąć gdyż nie potrafimy spojrzeć na całość naszej sytuacji przez pryzmat wielkiej Bożej miłości względem nas o której nigdy nie możemy zapominać, ani w nią zwątpić. Każde nasze posłuszeństwo względem Boga przyniesie swój dobry owoc miłości, który kiedyś będziemy mogli zobaczyć.

Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego. Przeto pomyślcie o tym, który od grzeszników zniósł tak wielkie sprzeciwy wobec siebie, abyście nie upadli na duchu, utrudzeni. Wy nie opieraliście się jeszcze aż do krwi w walce przeciw grzechowi i zapomnieliście o napomnieniu, które się zwraca do was jak do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza; bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. Jeśli znosicie karanie, to Bóg obchodzi się z wami jak z synami; bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał? A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami. (Heb 12,1-8)

Zwykle też boimy się fragmentów bardzo radykalnie i jednoznacznie mówiących o tym, że małżeństwo z rozsądku funkcjonujące jako układ biznesowy z Bogiem nie jest możliwe do osiągnięcia. W Jednym Ciele musi być jedna miłość i to ta najlepsza. Jej niczym nie można zastąpić i zawsze musimy ją pielęgnować. To sprawa naszego życia lub śmierci.

Jeśli kto nie miłuje Pana, niech będzie przeklęty! Marana tha. (1Kor 16,22)

Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość. (Apk 2,2-4)

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje. Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu. (J 12,24-25)

Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6,6)

Słuchajże, córko, i spójrz, i nakłoń ucha: Zapomnij o ludzie swoim i o domu ojca swego! Król pragnie wdzięku twego, Pokłoń mu się, bo on jest panem twoim! (Ps 45,11-12)

Spróbujmy wczuć się w znaczenie tych prostych lecz jednoznacznych przekazów, a łatwo dojdziemy do wniosku że miłość do samego Boga jest czymś absolutnie niezbędnym w chrześcijaństwie i przez całe nasze życie tutaj na ziemi powinna wzrastać, a nie stygnąć abyśmy nie tracili gorliwości i zapału tak jak bracia z Laodycei. Nie bądźmy tacy pewni, że chociaż ich to spotkało to nam to nie grozi, bo tak nie jest. Jeżeli miałbym powiedzieć dlaczego mam nadzieję, a nawet pewnego rodzaju pewność zbawienia, to raczej powołałbym się na Bożą miłość względem nas grzeszników z dobroci której mogę skorzystać i ją odwzajemnić niż szukałbym oparcia w czymkolwiek innym.

Zważ tedy na dobrotliwość i surowość Bożą – surowość dla tych, którzy upadli, a dobrotliwość Bożą względem ciebie, o ile wytrwasz w dobroci, bo inaczej i ty będziesz odcięty. (Rz 11,22)

Cóż tedy na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego? Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia. Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami. Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz 8,31-39)

A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. (1J 5,11-12)

Trwajmy więc prawdziwie w Jezusie Chrystusie wydając prawdziwe owoce potwierdzające naszą przynależność do Niego, oraz jedność w Duchu Świętym zamieszkującym naszego ducha. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszym rozumem złożoności naszej sytuacji, objawienie jakie otrzymujemy od Boga również jest tylko cząstkowe, dary jakie otrzymujemy niezależnie od ich wielkości, czy różnorodności przeminą (1Kor 13,9-12), zainteresujmy się zatem inwestowaniem w to co prawdziwie wieczne i nigdy nie przeminie (1Kor 13,13). Inne sprawy nawet te które teraz wydają nam się bardzo ważne są tak naprawdę wtórne i zupełnie zależne od naszej relacji z Bogiem, która nie może wyglądać dobrze jeżeli nie kochamy Chrystusa, nie zależy nam na poznawaniu natury Boga, czy brak nam chociażby tej podstawowej odrobiny pokory, aby uznać że sami z siebie nie jesteśmy dobrzy, a jedynie nie zdajemy sobie sprawy z własnego zepsucia bo żyjemy zbyt daleko Boga. Wzajemne relacje to nie tylko właściwa predyspozycja serca, ale też np. odpowiednie dysponowanie swoim czasem, który przecież możemy różnie wykorzystywać. To Chrystus jest Oblubieńcem naszej duszy i do Niego należymy.

Albo czy sądzicie, że na próżno Pismo mówi: Zazdrośnie chce On mieć tylko dla siebie ducha, któremu dał w nas mieszkanie? (Jk 4,5)

Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny. (Gal 6,7-8)

Tomasz Jaśkowiec