Tomasz Jaśkowiec, Inny Jezus

/ Luty 28, 2020/ Tomasz Jaśkowiec, Trudne tematy

Były takie czasy i to jeszcze całkiem niedawno, że do prawdziwej wiary w Jezusa Chrystusa z Nazaretu szczerze przyznawali się tylko nieliczni. Oni też pozostawali na uboczu życia społecznego, politycznego, gospodarczego, czy kulturalnego tego świata sami będąc niejednokrotnie wyszydzanymi z powodu swojej wiary. Obecnie czasy się zmieniły i przyznawanie się do wiary w Jezusa stało się nawet w pewnych kręgach modne. Co więcej mamy tak ogromny wysyp różnego rodzaju nowych grup religijnych z których każda głosi coś innego, że trudno się zorientować kto mówi prawdę, chociaż wszyscy powołują się na to samo Boże Słowo. Czy ta nowa wiara jest jednak taka sama jak ta wcześniejsza, albo czy głoszona Ewangelia przedstawia tego samego Jezusa – Króla chwał, co ta głoszona przez Apostołów? Czy Biblia mówi nam coś o tym i daje jakieś wskazówki co do tego jak rozpoznać prawdziwe Dzieci Boże? Raczej tak i jest ich nawet dość sporo. Zagrożenie zwiedzeniem jest jednak bardzo realne zwłaszcza w naszych czasach gdy niewiele osób prawdziwie zna Boga. Ja chciałbym skupić się tylko na kilku fragmentach, które powinny skłonić nas do czujności.

2Kor 11:4 tpnt „Bo jeśli oto ktoś przychodzi i głosi innego Jezusa, którego my nie ogłosiliśmy, albo jeśli bierzecie innego ducha, którego nie otrzymaliście, albo inną ewangelię, której nie przyjęliście, dobrze to znosiliście.”

Jak widać mamy innego Jezusa, inną ewangelię i innego ducha. Jest więc rzeczą pewną, że nie wszyscy mają tą samą wiarę i wierzą w tego samego Jezusa. Błędy kościoła rzymsko-katolickiego, który głosi Jezusa eucharystycznego i zbawienie poprzez wiarę i sakramenty są dobrą ilustracją innego Jezusa. Nie ma tam mowy o potrzebie pokuty i uświęcania się lecz raczej o nadziei życia wiecznego ze względu na przynależność do tej korporacji religijnej, odprawiane przez nią bezkrwawe ofiary, wstawiennictwo świętych, dobre uczynki i ostatecznie czyściec, w którym każdy katolik ma nadzieję się oczyścić zanim wejdzie do nieba. Ważny jest też chrzest wodny przyjęty nieświadomie w okresie niemowlęcym, pierwsza komunia i chociażby sporadyczne pokazywanie się na mszy zwanej świętą. Na tym przykładzie widzimy wyraźnie, że inna ewangelia głosi innego Jezusa i z pewnością stoi za nią inny duch pchający katolików w stronę wierzenia w kłamstwo.

Innym dobrym przykładem wiary w innego Jezusa są Świadkowie Jehowy, kiedyś nazywający się Badaczami Pisma Świętego. Są oni zdecydowanie bardziej oczytani w Biblii (własnego wydania) niż katolicy, którzy prawie kompletnie ją ignorują pozostawiając ją teologom. Jednak widzą w niej zupełnie co innego niż prawdziwi wierzący. Ich Jezus jest malutki, nie jest Bogiem i naprawdę niewiele może, a Duch Święty nie jest nawet osobą. Za podstawę zbawienia uważają przynależność do ich organizacji, która nawiasem mówiąc głosi dwie drogi zbawienia, dla wybranych i dla reszty. Świadkowie zobowiązani są do dożywotniej służby na rzecz swojej organizacji i bezwzględnego posłuszeństwa swoim przełożonym, w przeciwnym razie grozi im wydalenie z organizacji, oraz utrata nadziei zbawienia. I tutaj widzimy wyraźnie inną ewangelię głoszącą innego Jezusa i wspieraną przez innego ducha.

Podobnie wygląda sprawa bardzo szybko mnożących się w naszych czasach ruchów charyzmatycznych i liberalnych zborów głoszących tzw. hiper łaskę (ale nie tylko). U nich również nie ma potrzeby prawdziwej pokuty, a tym bardziej uświęcania się, czyli upodabniania do Jezusa, aby móc wejść do nieba. Tam raczej zwiastuje się Jezusa który nas kocha i dlatego przebacza nam wszystkie grzechy, te przeszłe i te przyszłe niezależnie od naszego postępowania. Zupełnie nie dostrzega się w tamtym środowisku problemu życia w grzechu, a krzyki, tańce i głośne śpiewy nazywa się uwielbieniem Boga. Czy jednak Bóg naprawdę tego oczekuje? Zwykle takie grupy cechuje silne przywództwo roszczące sobie prawo do przewodzenia innym w imieniu Boga, spora aktywność ewangelizacyjna (inaczej mówiąc działalność rekrutacyjna), dobre relacje międzyludzkie i atmosfera radości. Podstawą zbawienia w ich ewangelii jest oddanie swojego życia Jezusowi w sposób deklaracyjny, co w ich mniemaniu powinno skutkować duchowym narodzeniem się na nowo i wypełnieniem Duchem Świętym. Potwierdzeniem powinien być najczęściej dar mówienia innymi językami, bo on potwierdza chrzest Duchem Świętym (zwykle wspomniane języki nie są też prawdziwym Biblijnym darem Ducha Świętego lecz tzw. glosonalią). Ich nauka nazywana jest ewangelią, ale nie brzmi tak samo jak ta, którą widzimy w Biblii chociaż zawiera pewne jej elementy. Zwolennicy hiper łaski głoszą, że można robić co się chce, bo Jezus i tak wszystko nam przebaczy, trzeba tylko wierzyć w Niego do końca (tu też mamy inne rozumienie wiary). Niektórzy posuwają się nawet do twierdzenia, że być może sam diabeł będzie zbawiony, bo Bóg jest tak wielką miłością, co jest oczywiście zupełną niedorzecznością. Ponownie widzimy poplątanie nauki Biblijnej z różnego rodzaju kłamstwami i złą logiką co w konsekwencji daje nam inną ewangelię, głoszącą innego Jezusa i wspieraną przez innego ducha.

Podobnych przypadków wiary w innego Jezusa głoszonego przez inne ewangelie mamy wokół siebie mnóstwo. Zgodnie z wcześniejszym wzorcem mają one pozór nauki Biblijnej, ale są jej wypaczeniem. Adwentyści Dnia Siódmego negują świętowanie niedzieli i chwalą swojego Jezusa upiększonego przez proroctwa Elen White. Mormoni noszący nazwę Kościół Jezusa Chrystusa w Dniach Ostatnich mają ewangelię przekazaną im ponoć przez anioła spisaną w księdze Mormona i jej się trzymają. Ich Jezus też jest inny. Kościół Lokalny głosi Ojca stającego się Synem, a Syna stającego się Duchem, to też zupełnie inna ewangelia i inny Jezus. Nawet Luteranie znani w Polsce jako Kościół Ewangelicko-Augsburski pomimo swej chwalebnej tradycji skupili się na obrządkach i zwyczajach pomijając to co w Słowie Bożym jest ważniejsze. Ich względna poprawność teologiczna nie idzie w parze z nawróconym sercem. Obecnie bardziej przypominają wyznania tradycyjne takie jak katolicy, czy prawosławni, gdzie niewiele się mówi o potrzebie narodzenia się na nowo. Wspominam o nich celowo, bo podobny problem ma spora część kościołów reformowanych.

Różne sekty i ruchy wyznaniowe tworzą dla własnej korzyści świadomi oszuści. Dla nich to łatwy i wygodny sposób na życie (ruch wiary, ewangelia sukcesu, new age, scjentologia i wiele innych nowych grup religijnych). Pasożytują oni na naiwności i niewiedzy ludzi. Nie widać u nich bojaźni Bożej lecz butę i przyziemne dążenia. Z pewnością nie działają też pod wpływem Ducha Świętego, a coraz częściej pałają się okultyzmem i wschodnimi medytacjami. Takich Boże Słowo nazywa nikolaitami, wilkami w owczych skórach, antychrystami, zwodzicielami, wysłannikami diabła, fałszywymi apostołami, prorokami i nauczycielami głoszącym fałszywą ewangelię. Tacy w żadnym wypadku nie są naszymi braćmi, chociaż mówią o Jezusie. To inny Jezus i inna ewangelia. Do braci nie zaliczyłbym również wyznawców religii żydowskiej. W naszym kraju problem tego zwiedzenia pojawia się w postaci Żydów Mesjanistycznych uznających w Jezusie Chrystusie Mesjasza, ale wciąż głoszących potrzebę trzymania się Zakonu Mojżeszowego i ich tradycji. Boże Słowo przestrzega nas przed pochopnym przyjmowaniem każdego kto powołuje się na Jezusa zapowiadając przyjście wielu fałszywych nauczycieli i działaczy udających sługi Chrystusa. Nie dajmy się łatwo oszukiwać.

Ga 1:6-9 tpnt „Dziwię się, że tak prędko dajecie się przenosić od Tego, który was powołał przez łaskę Chrystusa do innej Ewangelii; Która nie jest inna, są tylko jacyś ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić Ewangelię Chrystusa. Ale jeśli nawet my lub anioł z nieba głosiłby wam Ewangelię inną od tej, którą my wam ogłosiliśmy, niech jest przeklęty. Jak wcześniej powiedziałem, i teraz ponownie mówię: Jeśli wam ktoś głosi Ewangelię inną od tej, którą przyjęliście, niech jest przeklęty.

2Kor 11:13-15 tpnt „Bowiem tacy fałszywi apostołowie, zdradliwi pracownicy, zmieniają swą postać na apostołów Chrystusa. I nie ma w tym nic dziwnego, bo sam szatan zmienia swą postać na anioła światłości. Nic więc wielkiego, jeśli i słudzy jego są zmieniani na postać jakby sług sprawiedliwości – ich koniec będzie zgodny z ich czynami.”

1J 4:1-3 tpnt „Umiłowani! Nie każdemu duchowi wierzcie, ale doświadczajcie duchy, czy są z Boga. Bo wielu fałszywych proroków wyszło na świat. Ducha Bożego poznajecie po tym: wszelki duch, który wyznaje Jezusa Chrystusa, że przyszedł w ciele, jest z Boga. A wszelki duch, który nie wyznaje Jezusa Chrystusa, że przyszedł w ciele, nie jest z Boga; to jest duch antychrysta, o którym słyszeliście, że przychodzi i teraz już jest na świecie.

Obce nauki, które śmiało możemy nazwać diabelskimi kłamstwami, albo inną ewangelią przenikają do Kościoła Bożego czyniąc wielu wierzących bezowocnymi i bezpłodnymi dla Boga. W naszych czasach największym nośnikiem różnego rodzaju fałszywych nauk jest internet. Trudno z tym walczyć, bo każdy ogląda co chce i słucha tego czego chce, ale nie każdy potrafi rozpoznać źródło pochodzenia tego co przyjmuje. Zwykle podstawowym kryterium jest „podoba mi się to”. Role się odwracają, bo ludzie wybierają co im się podoba, a potem przynoszą to wszystko do swoich zborów oczekując akceptacji dla swoich nowych upodobań. Za diabelskimi kłamstwami jakie zagnieżdżą się w naszych sercach i umysłach idzie inny duch, który powoduje kolejne błędy w naszej logice i kolejne odstępstwa. W taki sposób coraz więcej ludzi uważających się za wierzących odstępuje od prawdy idąc na zatracenie w ogień wieczny. Dodatkowym problemem może być to, że zwodziciele i fałszywi bracia mogą być całkiem mili i dobrze wychowani, dobrze wyedukowani, przyjemni w obyciu, potrafiący rozpoznać potrzeby swoich słuchaczy, chętni do pomocy i polecani przez inne zbory. To wcale się z sobą nie wyklucza.

Odstępstwo ludzi wierzących ma zwykle swoje korzenie w braku poznania Boga, oraz bardziej lub mniej świadomym podążaniu za pragnieniami własnego ciała. To zawsze prowadzi do braku pełnego poddania się Bogu i nie trzymania się we wszystkim Bożego Słowa. Boża chwała nie zstępuje tam, gdzie Boże Słowo przestrzegane jest tylko połowicznie lub częściowo. Półprawda nie jest prawdą tylko kłamstwem. Samo wymawianie imienia Jezus i powoływanie się na literalną znajomość Biblii to jeszcze za mało, aby móc prawdziwie narodzić się na nowo z Ducha. Pełne poddanie się Bożemu Słowu jest wyrazem prawdziwej pokory i odrzucenia własnej sprawiedliwości, czyli własnego rozsądzania co jest dobre, a co złe. Już nie my o tym decydujemy, ale Bóg. To przyjęcie Bożej sprawiedliwości za własną w całej jej pełni. Wbrew potocznemu rozumieniu prawda nie miesza się z kłamstwem. Prawda jest prawdą, a kłamstwo może zawierać w sobie różnego rodzaju elementy prawdy, mądre założenia, logiczny ciąg, czy pozornie dobre cele, ale i tak pozostaje kłamstwem. To nie jest tak, że jakieś grupy, które pomieszały prawdę z kłamstwem głoszą trochę prawdy i dobrych zwyczajów, ale też coś złego. Taka mieszanka jest trująca dla osoby wierzącej, która chciałaby się tym karmić i żyć w taki sposób. To nie jest możliwe, bo mamy do czynienia z kłamstwem jako całością i zwiedzeniem, czyli odstępstwem od prawdy. Każda fałszywa religia nazywająca się chrześcijańską zawiera w sobie jakieś elementy prawdy przez co stwarza pozór głoszenia nauki Biblijnej. Niejednokrotnie ich członkowie są tego zupełnie nieświadomi pozostając pod wpływem obcego ducha. Półprawda to wciąż kłamstwo, tak jak częściowe posłuszeństwo jest nieposłuszeństwem. To znaczy, że nie każdy kto ma wiedzę religijną, a nawet Biblijną, jest człowiekiem prawdziwie wierzącym. Nawet diabeł kusząc Jezusa na pustyni cytował fragmenty Słowa Bożego, więc i jego słudzy będą to robić. Bóg jest jeden i jeden jest Jezus Chrystus nasz Zbawiciel, jedna też jest prawdziwa wiara. Wszelkie domieszki są inspirowane przez duchy odstępcze. Do Boga prowadzi tylko jedna droga – prawdziwy Jezus Chrystus, Jego słuchajcie i Jemu ufajcie mówił Bóg Ojciec. Wszelkie nauki sprzeczne z Jego Słowem muszą być odrzucone jako pochodzące od demonów, a ich głosiciele zdemaskowani jako fałszywi nauczyciele, no chyba że wcześniej zobaczą i uznają swój błąd. (Ta jedność musi dotyczyć drogi zbawienia, są sprawy w których istnieje pewna dowolność lecz one nie są Ewangelią.) Pamiętajmy o tym, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza.

2P 2:1-3 tpnt „A byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą po kryjomu zgubne rozłamy, a wypierając się Władcy, który ich kupił, sprowadzają na siebie samych szybką zgubę. Wielu podąży za ich zatraceniem i to przez nich droga prawdy stanie się powodem bluźnierstwa. I z chciwości wykorzystają was fałszywymi słowami; ci, wobec których sąd od dawna nie zwleka, a zguba ich nie drzemie.”

1Kor 10:18-21 tpnt „Przyglądajcie się Izraelowi według ciała; czyż ci, którzy jedzą ofiary, nie są uczestnikami ołtarza? Co zatem mówię? Że bożek jest czymś, lub że ofiara złożona bożkom jest czymś? Raczej, że to, co ofiarowują poganie, ofiarowują demonom, a nie Bogu; a nie chcę, abyście stawali się wspólnikami demonów. Nie możecie pić kielicha Pana i kielicha demonów; nie możecie mieć udziału w stole Pana i stole demonów.

Dz 20:29-31 tpnt „Ja bowiem wiem to, że po moim odejściu wejdą do was wilki drapieżne, nie oszczędzając stadka. I spośród was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata nocami i dniami nie przestawałem ze łzami napominać każdego z was.”

Widzimy zatem, że również w zborach ewangelicznych, gdzie zasadą jest trzymanie się Bożego Słowa znajdziemy fałszywych nauczycieli i fałszywych braci, którzy będą nauczać inaczej niż my. Spotkamy też braci, którzy po części przyjęli jakieś obce nauki sprzeczne z Bożym Słowem i nawet sobie z tego nie zdają sprawy, bo sami są cieleśni. Do nich należy uczyć się od starszych braci prawdziwej wiary i prawdziwej Ewangelii dzięki czemu będą mogli poznać prawdziwego Jezusa. Dzisiaj wielu wierzących nie idzie do Boga, ale podpatrując innych próbując tak jak oni wykorzystywać światowe metody do głoszenia Ewangelii i budowania zborów. A to przecież jest zakazane, bo jest to wprowadzaniem świata do społeczności ludzi wierzących. Często też u podstaw takich decyzji nie leży zła wola, ale chęć ulepszania tego co wydaje się mało skuteczne. To zaś jest bałwochwalstwem, gdyż kto by chciał być przyjacielem świata staje się nieprzyjacielem Boga. Gdy zaczynamy postępować tak jak świat stajemy się jego sługami, czerpiemy ze stołu demonów i tracimy kontakt z żywym Bogiem. Boże cele osiąga się Bożymi metodami. Nasze bałwochwalstwo najczęściej polega na tym, że bardziej cenimy sobie własne pomysły i ocenę sytuacji niż Bożą radę (wtedy sami dla siebie stajemy się bożkami). Być może zależy nam na sukcesie ilościowym i dlatego przedkładamy światowe metody marketingowe oparte na pobudzaniu cielesnych pragnień człowieka ponad Boże Słowo (bożkiem wtedy jest świat), albo mamy na myśli jakieś korzyści finansowe związane ze wzrostem zboru lub własnym sukcesem (wtedy bożkiem jest pieniądz, albo ja i moja osobista doczesna chwała). Możemy też ulec presji bliskich nam ludzi (wtedy ludzie są dla nas bożkiem) lub kogoś ważnego w naszej organizacji (wtedy ten ktoś jest naszym bożkiem lub sama organizacja, albo nasz brzuch, czyli nasz komfort życia którego boimy się stracić). Możemy ulec sile pozornie mądrej argumentacji kogoś z ogromną wiedzą (wtedy sama wiedza jest naszym bożkiem), nawet wtedy gdy jest pozabiblijna wciąż potrafimy jej ufać, bo ma np. charakter naukowy (bożkiem jest nauka), albo mówi to ktoś ważny (wtedy bożkiem jest pozycja społeczna lub religijna), itd., itp. Tak w zdecydowanej większości powstało biedne, ślepe i chore chrześcijaństwo naszych czasów, bezowocne i bezpłodne, pozbawione Bożej chwały i mocy. Nie walczące już z diabłem i własną cielesną naturą lecz walczące o własną chwałę i korzyść. Bóg zaś dla nich jest po to, aby im błogosławił głównie tu na ziemi. To również nie brzmi jak Dobra Nowina znana nam z Bożego Słowa.

Nawet bardzo mądry Salomon okazał się głupim lekceważąc Boży zakaz dotyczący brania sobie żon z obcych narodów i ostatecznie przed swoją śmiercią sam czcił obcych bogów, a serce jego odstąpiło od Boga, który osobiście go napominał, ale on już Go nie słuchał. Tak więc najmądrzejszy z ludzi oparłszy się na swojej mądrości upadł, a nawet odpadł od Boga żywego. Czy to nam nie pokazuje, że na tej drodze nie mamy szans z diabłem? O dziwo nawet Dawid sprowadzając Arkę Przymierza do Jerozolimy popełnił ten sam błąd gdyż nie zrobił tego tak jak Bóg nakazał lecz wziął przykład z Filistynów, którzy wcześniej odesłali ją do Izraela na wozie. Pomimo namaszczenia spoczywającego na Dawidzie, podniosłej atmosfery, radości i dobrych chęci całego narodu jeden człowiek zginął, Dawid się przestraszył, a cel nie został zrealizowany. Takie są konsekwencje podążania za własną oceną tego co jest właściwe i lekceważenia Bożego Słowa. Między Dawidem, a Salomonem była jednak pewna ważna różnica. Czy ma to jakieś przełożenie na naszą rzeczywistość?

1J 5:16-21 tpnt „Jeśli ktoś zobaczyłby, że jego brat grzeszy grzechem nie na śmierć, będzie prosił, a Bóg da mu życie, to jest tym niegrzeszącym na śmierć. Jest grzech prowadzący na śmierć; nie mówię, aby prosił o takiego. Wszelka niesprawiedliwość jest grzechem; jest też grzech nieprowadzący na śmierć. Wiemy, że każdy, kto z Boga jest zrodzony, nie trwa w grzechu; ale kto został zrodzony z Boga, strzeże siebie i zły go nie dotyka. Wiemy, że jesteśmy z Boga, a cały świat leży w złym. Wiemy też, że Syn Boży nadchodzi, i dał nam rozum, abyśmy poznawali Prawdziwego – i jesteśmy w Prawdziwym, w Jego Synu, Jezusie Chrystusie; Ten jest – Prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym. Dzieci! Strzeżcie się bożków. Amen.”

Jk 1:13-15 tpnt „Niech nikt, gdy jest poddawany pokusie, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; bo Bóg nie jest podatny na kuszenie ze strony zła, ani sam nikogo nie kusi; Ale każdy jest kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą. Potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć.”

Zastanawiając się nad powyższymi fragmentami doszedłem do wniosku, że grzech prowadzący na śmierć, to grzech wypływający z bałwochwalstwa, bo w nim człowiek chce trwać. To nie błąd, brak zrozumienia lub niedopatrzenie i pójście za swoją radą, czy swoją oceną sytuacji, ale świadome odstępstwo od Słowa Bożego i zignorowanie woli Stwórcy. To jest sprawiedliwość Boża, aby ci którzy odrzucają Jego Słowo idąc za własną mądrością lub radą innych ludzi potknęli się i upadli. Sprawiedliwi powstaną i powrócą pod autorytet Bożego Słowa (jak Dawid), a być może jeszcze się czegoś nauczą na własnych błędach, ale bezbożni nic nie zrozumieją (jak Salomon). Święty Duch Bożej mądrości nie będzie wspierał tych, którzy chcą żyć według swojego pomysłu, ale tylko tych którzy chcą żyć według Bożej sprawiedliwości, czyli właściwego zrozumienia nauki Bożego Słowa prowadzącej do ukrzyżowania naszych namiętności przez które łatwo jesteśmy zwodzeni. Tak więc człowiek ginie na własne życzenie, z powodu swej niewierności Bogu gloryfikując lub ubóstwiając własną mądrość, innych ludzi lub metody i wartości tego świata. Żyjąc połowicznie skazujemy się na zagładę tak jak Izraelici którzy wprawdzie wyszli z Egiptu, ale do Ziemi Obiecanej już nie weszli, a stało się to z powodu ich bałwochwalstwa, które Bóg nam ku przestrodze pokazał.

1Kor 10:1-14 tpnt „Nie chcę natomiast, bracia, abyście nie wiedzieli, że nasi ojcowie wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przeszli przez morze, I wszyscy w Mojżesza zanurzyli się w obłoku i w morzu, I wszyscy zjedli ten sam duchowy pokarm, I wszyscy wypili ten sam duchowy napój; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła – a tą skałą był Chrystus. Lecz w większości z nich Bóg nie miał upodobania; ciała ich bowiem zostały rozrzucone na pustyni. A te wydarzenia stały się dla nas przykładem, abyśmy nie pożądali złych rzeczy, jak oni pożądali. Nie stawajcie się też bałwochwalcami, jak niektórzy z nich, jak jest napisane: Siadł lud, aby zjeść i wypić, i wstali, aby się bawić. Nie oddawajmy się nierządowi, jak niektórzy z nich oddali się nierządowi i padło ich jednego dnia dwadzieścia trzy tysiące. Ani nie kuśmy Chrystusa, jak niektórzy z nich kusili i poginęli od węży. Ani nie szemrajcie, jak niektórzy z nich szemrali i poginęli za sprawą Niszczyciela. To wszystko natomiast, zdarzało się im dla przykładu, a zostało napisane dla napomnienia nas, do których dosięgnął koniec wieków. A tak, komu wydaje się, że stoi, niech patrzy, aby nie upadł. Nie inna pochwyciła was pokusa jak tylko ludzka; ale Bóg jest wierny, On nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad to, co możecie unieść, ale razem z pokusą uczyni i wyjście, abyście ją mogli cierpliwie dźwigać. Dlatego, moi umiłowani, uciekajcie od bałwochwalstwa.”

Dz 7:42-43 tpnt „Zatem Bóg odwrócił się i wydał ich, aby służyli zastępom nieba, tak jak jest napisane w zwoju Proroków: Czy to Mnie przynosiliście zarżnięte ofiary i dary przez czterdzieści lat na pustyni, o domu Izraela? I nosiliście namiot Molocha i gwiazdę waszego boga Remfana, figury, które sobie uczyniliście, aby im oddawać pokłon; więc przesiedlę was poza Babilon.”

Hbr 3:7-19 tpnt „Dlatego, jak mówi Duch Święty: Dziś, jeślibyście usłyszeli Jego głos, Nie zatwardzajcie waszych serc, jak podczas buntu, w dzień próby na pustyni, Gdzie ojcowie wasi doświadczali mnie, wystawiając mnie na próbę, a potem widzieli moje dzieła przez czterdzieści lat. Dlatego rozgniewałem się na ten naród i powiedziałem: Zawsze błądzą sercem; nie poznali też moich dróg. Więc przysiągłem w moim gniewie: Nie wejdą do mojego odpocznienia. Patrzcie, bracia, żeby czasem w kimś z was nie było złego serca niewiary, przez odstąpienie od Boga żywego; Ale zachęcajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co nazywa się „Dzisiaj”, aby ktoś z was nie dał się zatwardzić zwiedzeniem grzechu. Staliśmy się bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli niewzruszenie aż do końca zachowamy początek tego fundamentu. Kiedy mówi: Dziś, jeślibyście usłyszeli Jego głos, nie zatwardzajcie waszych serc, jak podczas buntu, Ci bowiem, gdy usłyszeli, zbuntowali się, lecz nie wszyscy z tych, którzy wyszli z Egiptu prowadzeni przez Mojżesza. A na kogo gniewał się przez czterdzieści lat? Czyż nie na tych, którzy zgrzeszyli, których zwłoki legły na pustyni? Komu natomiast przysiągł, że nie wejdą do Jego odpocznienia, jeśli nie tym, którzy byli nieposłuszni? Widzimy więc, że nie mogli wejść z powodu niewiary.

Czytając takie opisy odnosi się wrażenie jakby dotyczyły one współczesnego chrześcijaństwa. Wśród tak zwanych wierzących możemy słyszeć o różnych przejawach Bożego działania, ale to w połączeniu z ich bałwochwalstwem nic nie znaczy. Zewnętrzna religijność jeszcze nikogo nie zbawiła, podobnie jak oglądanie Bożych cudów, wiedza biblijna, lepsza lub gorsza tradycja, czy przynależność do jakiejś grupy ludzi, nawet prawdziwie wierzących. To serce człowieka decyduje o tym komu chce ufać, komu wierzy i do kogo należy. Dokładne trzymanie się w swoim postępowaniu Bożego Słowa jest wyrazem miłości do Boga i dowodem zrezygnowania z własnej sprawiedliwości. Boże Słowo jest doskonałe, nie można Go upiększyć, poprawić, czy coś wartościowego do Niego dodać. Nie można też nic od Niego odjąć, bo to już nie będzie to samo Słowo, a tym bardziej nie będzie mogło prowadzić nas do pełnego posłuszeństwa Bogu (1J 2,3-5; Rz 8,13-16; J 12,24-26; Apk 22,18-19; Koh 10,1; Ps 40,6-11).

Tak więc każdemu człowiekowi, który przysłuchuje się uważnie Bożemu Słowu pozostaje wcielić je całe w życie. Nie tylko to co mu się podoba, albo w danej chwili wydaje się korzystne, ale całe od „A” do „Z”. To kwestia wyboru, przyjęcia postawy niewolniczego poddania się każdemu Bożemu Słowu. Tylko w taki sposób można mówić o trwaniu w Chrystusie, Tym prawdziwym, a nie innym Jezusie tylko podobnym w pewnych kwestiach do Tego prawdziwego. To nie jest kwestia wypełniania przykazań lecz postawy względem Jezusa, zaufania Mu i dlatego też poddania się Jego woli. Żyjąc zgodnie z całym Bożym Słowem, (które powinno trwać w naszych sercach) trwamy w Chrystusie, który też czynił tylko to, co się podobało Jego Ojcu. Ufał Mu w pełni, bo też znał Go w pełni i chciał w pełni tego co Jego Ojciec (Dz 20,27; 1Kor 4,6; Mt 5,18).

Nie powinniśmy też sądzić, że Bóg nie wie co jest dla nas dobre, albo że nie chce nam tego udzielić. Skoro dał nam Swojego Syna Jezusa Chrystusa, to wraz z Nim z całą pewnością otrzymamy wszystko co najlepsze i żadne błogosławieństwo nie minie tych którzy Mu ufają. Na tym polega wiara chrześcijańska.

Warto się jeszcze zastanowić nad tymi, którzy w naszych zborach nie wykazują żadnego wzrostu duchowego, bo albo nigdy się nie nawrócili i są zwyczajnie cielesnymi choć religijnymi ludźmi, albo zasnęli w swym chrześcijaństwie. Jeszcze żyją, chociaż przypominają trupy, które nic nie robią, nie widzą, niewiele słyszą, nie mają świadomości co się z nimi i wokół nich dzieje, itd. Być może wiele z takich osób już nie żyje duchowo i trzeba by im na nowo głosić całą Ewangelię zamiast nazywać ich braćmi, a wówczas może niektórzy zaczną pokutować i powstaną do nowego życia z Bogiem?

Ef 5:9-14 tpnt „Bo owoc Ducha wyraża się we wszelkiej dobroci i sprawiedliwości, i prawdzie. Badajcie, co jest miłe Panu; I nie bądźcie współuczestnikami bezowocnych dzieł ciemności, ale je raczej karćcie. Bo o tym, co się wśród nich potajemnie dzieje, wstyd jest i mówić. Lecz to wszystko, gdy jest obnażane przez światło, staje się jawne; bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego mówi: Obudź się, który śpisz, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

Sen i śmierć duchowa są w powyższym fragmencie postawione pod znakiem równości. Nie miejmy więc zbyt dużych oczekiwań co do zbawienia kogoś takiego i nie łudźmy się, że sam się zbudzi. Pan musiałby go przecież uznać za dobrego i wiernego sługę, oraz piękną i czystą Oblubienicą, a przecież tak nie jest. Słowo Boże tak nam tego nie przedstawia. Nie daje nam też powodów do sądzenia, że nawet jeżeli ktoś nie oczekuje Chrystusa, bo nie przygotowuje się na Jego przyjście, (bo śpi) i tak będzie zbawiony. To tylko pobożne życzenie. Warto się więc zatroszczyć o tych, o których zbawieniu nie jesteśmy przekonani, aby nie zginęli w przekonaniu że wszystko z nimi jest OK. Uświęcanie się człowieka powinno być widoczne dla jego otoczenia, jest ono również dowodem jedności z Duchem Świętym bez którego nie jest możliwe upodabnianie się do Jezusa Chrystusa.

1P 1:14-17 tpnt „Jako posłuszne dzieci, nie dostosowujcie się do wcześniejszych pożądliwości z czasów waszej niewiedzy, Ale z powodu Świętego, który was powołał, stańcie się sami święci we wszelkim postępowaniu waszym; Bo napisano: Stańcie się święci, bo Ja jestem Święty. A jeśli wzywacie jako Ojca, tego który bez względu na osoby sądzi każdego według jego czynów, postępujcie w bojaźni przez czas waszego zamieszkiwania na obczyźnie.”

Hbr 12:14 tpnt „Zabiegajcie o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana.”

1Tes 4:3-8 tpnt „To jest bowiem wola Boża, wasze uświęcenie, żebyście powstrzymywali się od nierządu; Aby każdy z was umiał utrzymywać swoje naczynie w świętości i czci; Nie w namiętności żądzy, tak jak poganie, nieznający Boga. Aby nikt nie wykraczał przeciwko swojemu bratu i w tej sprawie go nie oszukiwał; bo Pan jest mścicielem tego wszystkiego, tak jak wam wcześniej zapowiedzieliśmy i zaświadczyliśmy. Bóg bowiem nie powołał nas do nieczystości, ale do uświęcenia. Zatem kto to odrzuca, odrzuca nie człowieka, ale Boga, który też dał nam swojego Ducha Świętego.

Kto zatem narodził się na nowo do życia z Chrystusem i dla Chrystusa, ten powinien zapomnieć o tym jak żył wcześniej i dalej żyć w zupełnie nowy sposób tak jak się to podoba Jego Panu poznając Jego wolę i sprawiedliwość w Jego Świętym Słowie, wraz z tymi którzy również chcą żyć dla Boga tak jak to jest Mu miłe. Środowisko prawdziwych braci powinno też być jednym z weryfikatorów naszej wiary. Trzymanie się tego co Bóg uznał dla nas dobrym jest dowodem odstąpienia od własnej drogi, czyli trzymania się tego co sami uważamy za dobre dla siebie.

Jud 1:21-23 tpnt „Zachowajcie samych siebie w miłości Bożej, czekając na miłosierdzie Pana naszego Jezusa Chrystusa ku życiu wiecznemu. I rozróżniając, nad jednymi prawdziwie miejcie litość, A innych w bojaźni ratujcie, wyrywając ich od ognia, mając odrazę i do tuniki, która jest splamiona przez ciało.”

Widzimy zatem zachętę do rozróżniania pomiędzy ludźmi którzy idą na zatracenie, bo tak chcą, niezależnie od tego z jakich powodów, a tymi którzy pobłądzili ale szukają Boga i chcą dla Niego żyć. Tych trzeba ratować i wyrywać ich z paszczy śmierci pokazując im właściwą drogę na której znajdą prawdziwe życie, czyli prawdziwego Jezusa. Gdyż życie wieczne to znać Boga i Tego którego On posłał na świat, czyli Jezusa Chrystusa. Wiele osób wierzących myli wiedzę o Jezusie z prawdziwym i osobistym poznaniem Jezusa. Relacje z Bogiem prowadzą człowieka do ufania Jego dobroci i litości względem siebie, do życia zgodnego z Jego Słowem, do trwania na modlitwie, do miłości i litościwego usposobienia względem innych ludzi, oraz do wszystkiego innego o czym wiemy że podoba się Bogu. Dopóki człowiek bazuje na własnej sile, mądrości, zmysłach, czy odczuciach, dopóty pozostaje poza Biblijnym obrazem trwania w Chrystusie. Przed Bogiem trzeba skapitulować, a nie próbować się z Nim układać. Zastanówmy się gdzie sami jesteśmy i jak możemy najlepiej służyć braciom i siostrom. Rozróżniajmy kto jest, a kto nie jest naszym rodzeństwem z Jednego Ojca, oraz ratujmy tych, których da się jeszcze uratować, którzy nie są bałwochwalcami lecz błądzą w swym poznawaniu Boga.

Joh 17:3 tpnt „A to jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, i tego, którego posłałeś, Jezusa Mesjasza.

J 5:39-40 tpnt „Badacie Pisma, bo wydaje się wam, że macie w nich życie wieczne; a one składają świadectwo o mnie. I nie chcecie przyjść do mnie, abyście mieli życie.”

1J 4:12-17 tpnt „Boga nikt nigdy nie widział. Jeśli miłujemy jedni drugich, Bóg w nas trwa, a Jego miłość jest w nas doprowadzona do pełni. Po tym poznajemy, że w Nim trwamy i On w nas, że z Ducha swojego nam dał. A my widzieliśmy i zaświadczymy, że Ojciec posłał Syna, jako Zbawiciela świata. Ktokolwiek wyznałby, że Jezus jest Synem Boga, w nim trwa Bóg, a on w Bogu. A my poznaliśmy i uwierzyliśmy miłości, którą Bóg ma wobec nas. Bóg jest miłością i kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim. W tym miłość jest doprowadzona do pełni w nas, abyśmy mieli ufną odwagę w dniu sądu; bo tak jak On jest i my jesteśmy w tym świecie.”

Pamiętajmy więc o tym, że nie wszyscy są naszego Ducha i nie wszyscy głoszą tego samego Jezusa. Nie każdy też ma tą samą wiarę, która jest czynna i działa w miłości (Gal 5,6; 6,15). Warto przysłuchać się dłużej tym, których życia nie znamy, a którzy sami o sobie twierdzą, że są naszymi braćmi, abyśmy nie dali się zbyt łatwo zwieść ich powierzchowną religijnością. Dzisiaj wielu uważa, że odwiedzając różne miejsca może ubogacić swoją duchowość, coś więcej zobaczyć, czegoś nowego się nauczyć lub dowiedzieć, coś podpatrzyć, albo skorzystać z płynącego tam błogosławieństwa, ale nie tak to działa i najczęściej jest to tylko nasze złudzenie, bo będąc otwartym na różne nowości i chęć zdobywania wiedzy od tych, których nie znamy jesteśmy dużo bardziej narażeni na przyjęcie jakiegoś kłamstwa i obcego ducha niż gdy obracamy się wśród sprawdzonych braci. Uważajmy na to czego lub kogo słuchamy w internecie, który ma ogromny potencjał i z wielką siłą wpływa na nasze przekonania. Pamiętajmy też o tym, że nie ma różnych ewangelii, ani różnych dróg do Boga.

Ef 4:1-6 tpnt „Zachęcam was więc ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, Z całą pokorą i łagodnością, i cierpliwością, znosząc jedni drugich w miłości. Gorliwie strzegąc jedności Ducha w spójni pokoju. Jedno ciało i jeden Duch, jak też zostaliście wezwani w jednej nadziei waszego powołania. Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkich, przez wszystkich i we wszystkich was.”

Jeżeli zaś patrzę na dzisiejszą elitę chrześcijaństwa polskiego, tych którzy dumnie nazywają siebie ewangelicznie wierzącymi, którzy szczycą się poprawną doktryną, prawdziwą protestancką tradycją i życiem zgodnym z nauką Biblii, to jestem pełen obaw. Może nie są to źli ludzie, są uczciwi, pracowici, dobrze wychowani, znają obce języki, przychodzą na nabożeństwa, pomogą jak trzeba, ale nie ma w nich pasji do Bożego Słowa. Zapał i entuzjazm które powinny towarzyszyć pierwotnej miłości są dzisiaj niezwykłą rzadkością. Dużo częściej można je spotkać poza oficjalnym nurtem kościołów ewangelicznych. Chciałoby się powtórzyć za Pawłem: „… bo wszyscy szukają własnego pożytku, a nie Chrystusa Jezusa (Flp 2,21).” Wcześniej wierny w znacznej części Kościół staje się w coraz bardziej widoczny sposób Wielką Nierządnicą, czyli kościołem odstępczym, który nie dochowuje wierności swemu Panu i Oblubieńcowi. Obym był w błędzie jeżeli chodzi o moją ocenę czasów w jakich przyszło nam żyć, lecz wszystko wskazuje na to, że opisane w księdze Objawienia wydarzenia już się dzieją. Być może niedługo chrześcijaństwo wróci do swojej pierwotnej formy prześladowanego Kościoła, czyli małych grup gromadzących się po domach, gdzie w bojaźni przed Bogiem i wzajemnej miłości Dzieci Boże będą się dzielić ze sobą Bożym Słowem i własną wiarą ku wspólnemu zbudowaniu. To nie będą lekkie czasy i wielu się zaprze swego Pana, a inni będą wyszydzani, uciskani i dyskryminowani jak dawniej, a może nawet niektórzy będą musieli oddać swoje życie za to w co wierzą. (A tak nawiasem mówiąc, to antychryst będąc przeciwnikiem Boga nie jest przeciwstawieństwem Chrystusa, ale kimś kto wchodzi w miejsce Chrystusa, czyli Pomazańca Bożego).

Podsumowując bardzo krótko zwróćmy uwagę jeszcze na trzy fragmenty i niech one przypominają nam o wszystkich innych idących za nimi. Jeden dotyczy nakazu trwania w Bożym Słowie, drugi mówi o konieczności wzięcia swego krzyża, czyli umartwiania swojej ludzkiej natury, a trzeci podaje nam prawdziwe źródło naszego obfitowania w Chrystusie.

2J 1-4 (Prawdę się poznaje, Ona w nas mieszka, przez Nią mamy społeczność z Chrystusem i według Niej żyjemy); Gal 5,24-25 (ukrzyżowanie cielesnych żądz i namiętności jest oznaką przynależności do Chrystusa); Heb 1,9 (umiłowanie sprawiedliwości Bożej i znienawidzenie nieprawości daje radość);

Tomasz Jaśkowiec