Tomasz Jaśkowiec, Wielki współczesny człowiek

/ Czerwiec 6, 2014/ Artykuły, Tomasz Jaśkowiec

Żyjemy w kulturze ukształtowanej na darwinowskim modelu ewolucji i chociaż jako chrześcijanie odrzuciliśmy małpę jako naszego przodka, a ewolucję jako wręcz niewykonalny i zbyt złożony proces, aby mógł zostać zaakceptowany, to jednak myślenie ewolucyjne wciąż w nas drzemie. Zakładamy, że ze względu na postęp techniczny i kulturalny stajemy się coraz lepszymi i bardziej wykształconymi ludźmi, a na ludzi z minionych epok patrzymy jak na prymitywne, nieokrzesane i ociemniałe istoty. Sądzimy, że to nasza praca i talenty są motorem naszego wzrostu, a my rozwijamy i doskonalimy spuściznę wcześniejszych pokoleń. Może jednak sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie? Może to my jesteśmy mizernym obrazem tego, co pierwotnie Bóg nazwał człowiekiem? Oglądając filmy, dowody archeologiczne, czy symulacje dotyczące wyglądu świata stworzonego przez Boga i znajdującego się prawdopodobnie pod dodatkowym kołnierzem ochronnym z lodu, wody, czy pary (bo każda z tych opcji jest możliwa), gdzie na całej kuli ziemskiej w zdecydowanej większości był suchy ląd, a wody znajdowały się pod jego powierzchnią, na powierzchni panował wspaniały klimat równomiernie rozłożony, w powietrzu było więcej tlenu i generalnie wyższe ciśnienie atmosferyczne to odnosimy wrażenie, że wyglądało to jak cudowny ogród wychodowany w komorze hiperbarycznej (takiej wspaniałej szklarni). Rośliny i zwierzęta były dużo większe od obecnych i wszystko było długowieczne. Nawet człowiek po wypędzeniu z ogrodu Eden żył prawie tysiąc lat, był większy, zdrowszy i jak sądzę mądrzejszy. Z czasem płaszcz ochronny otaczający Ziemię spadł na nią w postaci deszczu powodując potop, na powierzchnie wylały się też wody znajdujące pod nią, zmienił się klimat, powstały kontynenty, bieguny pokrył lód, spadło ciśnienie i stężenie tlenu w powietrzu, wyginęło większość zwierząt i ludzi i wszystko się zmieniło na gorsze. Od wejścia grzechu na świat proces degeneracji środowiska ciągle postępuje i trudno się w nim obecnie dopatrzeć pierwotnej świetności. Może podobnie obecni chrześcijanie chociaż uważają się za mądrych i wykształconych są jedynie cieniem pierwszych pokoleń, pośród których żyli nawet giganci wiary tacy jak Paweł. Czytamy o tym jak żyli, co robili, jak podchodzili do wielu spraw i w głowie nam się nie mieści, że mogli czynić tak wiele cudów, uzdrowień, a nawet wskrzeszeń, że żyli z Bogiem na poziomie relacji z których nawet nie zdajemy sobie sprawy, a objawianie przyszłości i woli Stwórcy zdarzało się stosunkowo często i nie dotyczyło jedynie Apostołów. Od tamtych czasów marniejemy jak świat który nas otacza i choć wielu osobom wydaje się on piękny i fascynujący, to chyba tylko dlatego że nigdy nie widzieli tego pierwszego. Może jesteśmy jak wyschłe jabłuszka na tle swoich wielkich przodków mówiąc, że to niemożliwe, aby i teraz mogły dziać się rzeczy obecne w ich życiu. O Bogu dużo mówimy, ale czy Go znamy, czy się z Nim przyjaźnimy, czy o Niego i siebie nawzajem dbamy? Przekonani o swej prawości i ortodoksyjnej poprawności nie zdajemy sobie sprawy ze swych niszczycielskich poczynań, a tym bardziej prawdziwej rzeczywistości i chociażby niektórych pragnień Boga. Jesteśmy zimni i twardzi zarówno w środku jak i po części na zewnątrz. Nasze życie niewiele mówi o naszym Panu, a ewidentne braki zapychamy nowymi doktrynami. Jaki to ogromny kontrast w stosunku do naszych przodków, nie mówiąc już o postawie Jezusa Chrystusa?! Czy ktoś jeszcze za tym tęskni, aby w naszych czasach żyli wierzący o sercach wielkich jak Apostołowie? Kto się na co dzień troszczy o względy swojego Boga, kocha Go ponad wszystko i jest o Niego zazdrosny jak o oblubienicę? Kto siada u Jego stóp, aby słuchać co ma nam do powiedzenia i doświadcza Jego realnej obecności i działania? Może to już tylko religijne frazesy z których dla własnego usprawiedliwienia się żartujemy sobie, a może Bóg się nie zmienił i wciąż jest otwarty na relacje z człowiekiem? Może nie wszystko jeszcze stracone?

Tomasz Jaśkowiec