Szymon Matusiak, Ewangeliczny chrześcijanin patrzy na Anabaptyzm

/ 13 lutego, 2018/ Artykuły

Wielu ewangelicznych chrześcijan uważa, że ich duchowymi przodkami byli Marcin Luter, Ulrich Zwingli, Jan Kalwin i podobni im przedstawiciele tak zwanej urzędowej, państwowej Reformacji. Do pewnego stopnia jest to prawdą, bowiem jako ewangelicznie wierzący opowiadamy się za takimi hasłami powyższych reformatorów, jak tylko Pismo, tylko łaska, tylko wiara, tylko Chrystus oraz tylko Bogu chwała, i temu, co z nich wynika. Przyjmujemy także sporą część ich teologii. Nie zawsze jesteśmy jednak świadomi tego, że urzędowi reformatorzy byli zdecydowanie przeciwni głoszeniu i praktykowaniu chrztu na wyznanie wiary w wieku świadomym, jeśli nowo nawrócony był kiedyś ochrzczony jako niemowlę. Niektórzy z reformatorów na śmierć prześladowali tych chrześcijan, których nazwano ich pasierbami[1], w odróżnieniu od prawowitych dzieci, które w pełni przyjęły doktryny i praktyki przywódców protestantyzmu. Tymi chrześcijanami, których bardziej od oficjalnych reformatorów należy uznać za prekursorów idei wolnego Kościoła (wyznawanej i praktykowanej przez Kościół Ewangelicznych Chrześcijan, Kościół Wolnych Chrześcijan, Kościoły Baptystyczne i im podobne), byli ludzie, których przezywano anabaptystami, czyli powtórnie chrzczącymi. Jak doszło do powstania tego ważnego, choć słabo znanego nurtu chrześcijaństwa? Jakie idee, doktryny i praktyki go wyróżniają? Które główne wyznania trzymają się dzisiaj nauk pierwotnych anabaptystów?

Szwajcaria – kolebka anabaptyzmu

Reformacja w Niemczech i w Szwajcarii była ściśle powiązana z systemami politycznymi. Marcin Luter korzystał z ochrony elektora Fryderyka Mądrego oraz ze wsparcia wielu książąt niemieckich, którzy popierali sprawę ich reformatora, w nadziei na większą niezależność polityczną i zyski materialne.

Nie inaczej było z reformatorem Zurychu (Szwajcaria), Ulrichem Zwingli (1484-1531), który miał silne zaplecze polityczne w postaci Rady Miejskiej. Pierwszymi anabaptystami byli uczniowie i najbliżsi współpracownicy Ulricha Zwingliego, jak Konrad Grebel i Feliks Manz. Najpierw gorliwie popierali swego duchowego mentora, który z początku skłonny był głosić ustnie i pisemnie radykalny powrót do ewangelicznej czystości pierwszego Kościoła. Niewątpliwie Zwingli był o wiele bardziej radykalny od Lutra, co sprawiło rozejście się ich dróg na tle rozumienia Wieczerzy Pańskiej. Ulrich nie miał zbyt wiele szacunku dla tradycyjnych wykładni Biblii, które do pewnego stopnia akceptował Luter, także w przypadku wiary w odrodzenie duchowe przez chrzest. Jednak Zwingli całkowicie poddał się procedurze uzgodnionej z zuryską Radą Miejską, w ramach której propozycje kolejnych reform Kościoła miały być rozważane podczas debat, nadzorowanych przez ową Radę. Najwyraźniej uważał się za realistę i był zwolennikiem stawiania drobnych kroków, by reforma Kościoła nie stała się kamieniem obrazy dla niedojrzałego społeczeństwa i jego władz.

Jak to się stało, że uczniowie Zwingliego rozstali się z nim? Otóż, nie chcieli oni zamienić Rzymu z papieżem na czele na Radę Miejską Zurychu, od której uzależnił się Ulrich, ostrożnie wprowadzając wszelkie reformy religijne, na ile mu owa Rada pozwalała. Uznali, że reformator kieruje się „fałszywą powściągliwością”, czekając, aż wszyscy będą gotowi na kolejne zmiany w doktrynach lub praktykach Kościoła. Już w 1523 roku odsunęli się od Zwingliego, bowiem – choć zgadzał się z nimi w kwestii zastąpienia tradycyjnej Mszy Wieczerzą Pańską – przyznał rację rajcom miejskim, iż ludzie nie byli gotowi na tak drastyczny krok. Wolał więc poczekać. Lecz jego młodzi uczniowie nie chcieli czekać.

Później kością niezgody stała się kwestia chrztu niemowląt, którego biblijną zasadność zakwestionowali dotąd przychylni reformatorowi Zurychu jego wspólnicy. Zresztą, początkowo sam Ulrich wykazywał się pewną otwartością w kwestii zniesienia chrztu niemowląt, lecz potem zmienił zdanie. Jego oponenci mieli silne przekonanie, że Biblia jednoznacznie naucza wyłącznie o chrzcie osób dorosłych (świadomych) i wysunęli żądanie, by stało się to ogólną praktyką. Konsultowali się już wcześniej z opozycyjnymi wobec Lutra myślicielami z Niemiec, jak Thomas Muntzer i Andreas Karlstadt, co ich tylko utwierdziło w ich przekonaniach. W dniu 17 stycznia 1525 roku odbyła się debata w kwestii chrztu, podczas której postawiono tamę wszelkim reformom w tej sferze i zakazano niezależnych studiów biblijnych, nakazując ponadto, by inni radykałowie, Reublin i Brotli w ciągu 8 dni opuścili okolice Zurychu. Gdy w dniu 21 stycznia 1525 roku Rada Miejska zarządziła, że przywódcy grupy opowiadającej się za chrztem dorosłych mają zakończyć debatowanie nad tym, wówczas członkowie tej frakcji uznali, że władze polityczne nie mają prawa ingerować w ich życie duchowe. Tego samego zimowego wieczora owi bracia, niezadowoleni z taktyki Zwingliego, udali się do pobliskiej wsi i wzajemnie się ochrzcili. Wówczas był to chrzest polegający na polaniu głowy chrzczonego. Anabaptyści to było uwłaczające przezwisko dla tych braci, a oni sami nazwali się braćmi szwajcarskimi.

Podobny ruch powstał w Niemczech, a później także w Niderlandach, itp. Trzeba przy tym pamiętać, że większość pierwszych aktywistów tego ruchu nie zdążyła pozostawić po sobie żadnego piśmiennictwa, bowiem w kwiecie wieku zostali straceni na rozkaz luterańskich, reformowanych czy katolickich przywódców. Warto także dodać, że ich teologia zbawienia była zdecydowanie arminiańska, sprzeczna z doktryną kalwinizmu.

Dlaczego powstał ten kierunek i dlaczego spotkał się z prześladowaniem?

Reformatorzy urzędowi uważali, że Kościół apostolski został po drodze skażony i trzeba go jedynie oczyścić z niebiblijnych naleciałości. Anabaptyści uważali jednak istniejący Kościół za niereformowalny i postulowali powrót do jego pierwotnego stanu. Pragnęli odrodzenia czystej wspólnoty wierzących, opartej na prawdziwym braterstwie, do której wstępem nie był chrzest niemowląt, lecz głęboka pokuta, odwrócenie się od grzechu, świata i diabła, wiara w Chrystusa, poddanie się Mu jako Panu i chrzest na wyznanie wiary. Reformatorzy również głosili potrzebę nawrócenia, lecz anabaptystów uważali za zbyt radykalnych i skrajnych, nieliczących się z realiami ówczesnego świata. Co do wielu doktryn, to państwowi reformatorzy są ogólnie rzecz biorąc naszymi poprzednikami, lecz co do idei wolnego Kościoła, to naszymi protoplastami byli właśnie zwolennicy chrztu dorosłych z XVI wieku.

Oficjalna Reformacja upatrywała wielkiej siły w dobrym kaznodziejstwie i edukacji. Jednak reformatorzy kierowali się zasadą: „Czyj kraj, tego religia”. Próbowali pozyskać dla sprawy Reformacji całe społeczeństwa mieszkające w ich sferze oddziaływania. Musieli jednak się przekonać, że moralność ogółu – przynajmniej w Niemczech – spadła niżej niż za czasów panowania katolicyzmu. Sama edukacja, bez potrzeby głoszenia radykalnego nawrócenia i zerwania z grzechem nie wystarczyła, natomiast tak zwani anabaptyści uchodzili za wzór moralności i prawego życia w oczach wielu ich przeciwników.

Zdaniem profesora Leonarda Verduin wszyscy urzędowi reformatorzy byli zwolennikami kodeksu „chrześcijańskiego” cesarza Justyniana, który m.in. przewidywał karę śmierci za herezję i za ponowny chrzest. W swym dziele pt. Anatomia hybrydy profesor Verduin (były kalwinista nawrócony na anabaptyzm) przytacza liczne przykłady dowodzące, że czołowi Reformatorzy mieli krew niewinnych ofiar na swych rękach. Natomiast anabaptyści uznani zostali za rewolucjonistów, gdyż głosili konieczność rozdziału Kościoła od państwa. Nie bardzo wierzyli w możliwość istnienia „chrześcijańskiego społeczeństwa”, któremu władze polityczne ograniczały wolność sumienia i wyznania. Ich nabożeństwa od początku uchodziły za nielegalne. Byli też bardzo gorliwi w dziele ewangelizacji, a nawet przerywali kazania reformowanym pastorom, by głosić swoje zrozumienie Ewangelii.

Jest też jednak ujemna strona anabaptyzmu, jaką były niektóre niezdrowe nauki, niepokojące reformatorów. Przykładowo Jan Kalwin ustosunkował się do jednej z nich, jaką jest wiara w sen duszy po śmierci w swoim traktacie Psychopannychia. Nawet ważny przywódca anabaptystów, Menno Simmons zbłądził w istotnej kwestii, bowiem głosił nieprawidłowy pogląd na Wcielenie Chrystusa. Możemy to zrozumieć, że słysząc o takich naukach reformatorzy odnosili się do nowego ruchu z dużą nieufnością.

Ponadto w dobie autentycznego zagrożenia wojną w Europie ze strony muzułmańskich Turków, anabaptyści głosili zasadę niestosowania przemocy, odpłacania dobrem za zło, i miłowania nieprzyjaciół, czym narazili się na straszny gniew ówczesnych władz. Unikali też składania wszelkich przysiąg, w dosłownym posłuszeństwie względem Kazania na Górze i Listu Jakuba. A przecież bardzo wiele spraw opierało się w ówczesnych społeczeństwach właśnie na przysiędze.

Najbardziej zaciętymi wrogami anabaptyzmu wśród protestantów byli Marcin Luter i Ulrich Zwingli. Lutra można tłumaczyć tym, że zetknął się z ludźmi wyznającymi co prawda chrzest dorosłych, ale głoszącymi skrajne poglądy. Zatem „wrzucił do jednego worka” prawowiernych anabaptystów z tak zwanymi „marzycielami”. Nie mamy też pewności, jakie nauki wyznawały różne grupy braci niemieckich, bowiem reformator Niemiec wytyka im poważne błędy, które i my byśmy odrzucili. Ulrich Zwingli uznał braci szwajcarskich za nieżyciowych i niemądrych fanatyków, stanowiących zagrożenie dla porządku społecznego, którzy – gdyby bardzo rozwinęli swą działalność – mogliby wywołać gniew katolickich kantonów[2] w Szwajcarii, które ruszyłyby przeciw jego kantonowi do wojny. Choć Jan Kalwin potrafił doprowadzić do wygnania z Genewy niektórych anabaptystów i uważał ich ruch za „zarazę”, to chętnie przekonywał ich do teologii reformowanej i prowadził z nimi debaty oraz pisał przeciwko nim traktaty polemiczne. W rezultacie niektórzy anabaptyści przyłączyli się bądź powrócili do reformowanego Kościoła. Co ciekawe, pozyskał dla głównego nurtu Reformacji pewną rodzinę braci szwajcarskich, a gdy zmarł ojciec tej rodziny, wówczas poślubił wdowę po nim, Idelette de Bure. Tak, to nie pomyłka, żoną Kalwina została była anabaptystka.

Dzisiejsi spadkobiercy anabaptyzmu – czego się od nich uczymy?

  1. Na pewno najbardziej nam znanymi następcami szesnastowiecznych anabaptystów konserwatywni menonici. Swą nazwę biorą od Menno Simonsa, byłego świeżo wyświęconego księdza rzymskokatolickiego, który spędzał swój wolny czas jako duchowny na grze w karty, piciu alkoholu i innych rozrywkach, choć nie był niemoralny. Zwątpił on w naukę o Realnej Obecności Chrystusa w Eucharystii i zainteresował się poglądami Lutra, a także innych protestantów. Gdy dowiedział się o ścięciu pewnego anabaptysty, wówczas zbadał zasadność biblijną chrztu niemowląt, lecz takiej nie znalazł. Kiedy jego rodzony brat, Peter Simons, błądzący anabaptysta (mniejszość błądzących anabaptystów popierała stosowanie przemocy) został zabity za swe przekonania, Menno przeszedł do działania. W publicznym oświadczeniu z 30 stycznia 1536 roku, ogłosił swe zobowiązanie się dla sprawy Chrystusowej, a po roku został ordynowany na kogoś w rodzaju głównego biskupa ruchu. Potem przez wiele lat odwiedzał grupy anabaptystów, napisał wiele dzieł i listów, wykazując się sporymi zdolnościami pisarskimi, i jako jeden z niewielu przywódców anabaptyzmu dożył naturalnej śmierci. Musiał jednak wielokrotnie się ukrywać i zmieniać miejsce zamieszkania. Czołowym dokumentem doktrynalnym menonitów jest Dordrechckie Wyznanie Wiary z 1632 roku.

Obecnie menonici liczą około 1 miliona członków w skali świata, przy czym nie stanowią jednej, ujednoliconej organizacji kościelnej, lecz zalicza się do nich szereg wyznań. Działają w wielu krajach i rozwijają działalność misyjną oraz charytatywną. Międzynarodowa Misja Anabaptystyczna utworzyła także placówkę w Polsce, już w roku 2000. Można powiedzieć, że menonici powrócili do Polski po blisko sześćdziesięcioletniej przerwie, gdyż mieszkali tutaj od czasów Reformacji aż do lat czterdziestych XX wieku. Zamieszkiwali teren od Gdańska aż do okolic Torunia. Znani byli z osuszania bagien i uszlachetniania ziemi pod grunty rolne. Pozostawili po sobie wiele domów i grobów[3]. W Mińsku Mazowieckim działa Wspólnota Menonitów „Agape”, która regularnie spotyka się na nabożeństwach w centrum miasta. Położona niedaleko Mińska Mazowieckiego menonicka Fundacja „Dziedzictwo” od kilku lat z powodzeniem publikuje i rozsyła po zborach ewangelicznych znakomity miesięcznik Ziarno Prawdy. Co dwa lata występuje w wielu zborach i publicznych miejscach świetny chór menonitów Hope Singers. Co dwa lata organizowane są również budujące konferencje biblijne w Olesinie, niedaleko Mińska Mazowieckiego. Wielu chrześcijan czuje się bardzo zainspirowanych wkładem, jaki wnosi w życie polskich wierzących menonicka misja. Sporo można się od nich nauczyć na temat wychowania dzieci, relacji w małżeństwie, potrzeby radykalnego nawrócenia i prowadzenia dobrego życia chrześcijańskiego, w oddzieleniu od brudów tego świata i jego krętych dróg.

Oto przykład z życia menonickiej rodziny, ukazujący praktyczne działanie ich zasady, by odpłacać dobrem za zło. W listopadzie 2005 roku Jeff Schrock jechał samochodem autostradą w pobliżu miasta Spokane, w stanie Waszyngton. Niespodziewanie uderzyła w jego samochód jadąca z przeciwka ciężarówka. Kierowca zjechał na niewłaściwy pas. W wyniku wypadku zginęły wszystkie dzieci brata Jeffa, a było ich w samochodzie pięcioro (Carmen, Jana, Carinna, Jerry i Craig). Jeff trafił do szpitala.

Żona Jeffa, Carolyn udała się do sprawcy wypadku i oświadczyła, że nie wniesie przeciwko niemu sprawy do sądu i nie będzie się ubiegała o odszkodowanie. Powiedziała, że przebaczyła mu i pogodziła się z tym, skoro dopuścił to Bóg. Również Jeff przebaczył temu winowajcy. Człowiek, który nieumyślnie spowodował to nieszczęście należy do mormonów.

Sprawa ta odbiła się szerokim echem w mediach. W rezultacie ludzie zaczęli sobie wzajemnie przebaczać, nawet zadawnione urazy. Wielu mówiło: „Skoro matka mogła przebaczyć zabójcy swych wszystkich pięciorga dzieci, to tym bardziej ja”. Gdy chór menonitów odwiedził dom spokojnej starości, jego starszy wiekiem mieszkaniec wyjawił, że pod wpływem przykładu Carolyn przebaczył swemu lekarzowi, który źle wykonał zabieg, powodując u tego pana poważny uszczerbek na zdrowiu.

Dzięki Bogu, Jeffowi i Carolyn urodziło się dwoje dzieci. Oboje nie zniechęcili się do służenia Bogu, lecz przez pewien czas byli misjonarzami w Belize.

Uwaga: istnieją też liberalne ugrupowania menonitów, lecz nie dają one tak dobrego świadectwa, jak menonici konserwatywni.

  1. Inną, bardzo znaną grupą anabaptystyczną są amisze. Są oni o wiele bardziej konserwatywni od menonitów. Powstali w 1693 roku, a było to tak: szwajcarski biskup menonicki, Jakub Amman obstawał przy surowym trzymaniu się litery wyznania wiary, zwłaszcza w kwestii unikania wykluczonych członków Kościoła. Zdaniem ogółu tradycyjnych menonitów Amman tak naprawdę zaostrzył umiarkowane i szlachetne stanowisko, które brzmi:

„Artykuł XVII. O unikaniu wykluczonych z Kościoła

Jeśli chodzi o unikanie tego, kto został wykluczony, wyznajemy, że zgodnie z nauką Jezusa muszą go unikać wszyscy członkowie Kościoła (szczególnie ci, którym jego złe uczynki są znane). Nie mamy mieć z nim nic do czynienia, aby się zawstydził, i w ten sposób został skłoniony do poprawy swego postępowania. 1 Koryntian 5,9-11; 2 Tesaloniczan 3,14.

Jednakże przy unikaniu i strofowaniu należy posługiwać się umiarkowaniem i rozwagą, aby takie unikanie nie przyczyniło się do jego ruiny, lecz pomogło jego poprawie. A jeśli znalazłby się w potrzebie – głodny, spragniony, chory – jesteśmy zobowiązani nauką Chrystusa udzielić mu pomocy, w przeciwnym bowiem razie unikanie go spowodowałoby jego zgubę, a nie poprawę.

Nie powinniśmy takich grzeszników traktować jak wrogów, lecz napominać jak braci, ażeby zrozumieli swój grzech i pokutowali, by znowu zostali pojednani z Bogiem i Kościołem oraz by zostali do niego ponownie przyjęci – w ten sposób okazując im miłość, jak przystało na wierzących. 2 Tesaloniczan 3,15.” (Dordrechckie Wyznanie Wiary z 1632 r., na podstawie przekładu doktora Jana Wierszyłowskiego).

Myślę, że i my, jako ewangeliczni chrześcijanie możemy zaczerpnąć z powyższego opracowania zrównoważone stanowisko.

W wyniku ostrego podejścia amiszów w tej kwestii, wielu chrześcijan uznaje ich praktykę unikania wykluczonych za sekciarskie nadużycie, tym bardziej, iż można być wykluczonym np. za zainstalowanie w domu telefonu stacjonarnego.

Amisze są nam najbardziej znani z tego, że z racji swego skrajnego konserwatyzmu zatrzymali się w rozwoju cywilizacyjnym gdzieś na XVII wieku, odrzucając takie zdobycze techniki, jak telefon, telewizor, radio, a nawet guziki w ubraniach. Ich społeczności, tworzące zamknięte enklawy, budzą ciekawość ludzi z zewnątrz. Odbywa się wiele wycieczek do osad amiszów, a ich naturalna, zdrowo pozyskiwana żywność cieszy się wielkim popytem, podobnie, jak ich ręczne wyroby lub przetwory. Wiele filmów wykorzystuje motyw amiszów, jako ciekawe tło dla sensacyjnej akcji, np. film Świadek Petera Weira (1985 r.), czy chrześcijański obraz Miłość odnajdzie cię wszędzie (2014 r.), opublikowany przez Telewizję Trwam i dostępny na kanale Youtube.

Amisze zasłynęli w minionych latach z czegoś z goła innego, co zostało ukazane w filmie Amish Grace (Łaska amiszów) z 2010 r., także umieszczonego na kanale Youtube. 2 października 2006 roku, w Nickel Mines w stanie Pensylwania doszło do tragedii – Charles Roberts wtargnął do szkoły amiszów, i zastrzelił pięć dziewczynek, a na końcu popełnił samobójstwo. Zaraz po morderstwie delegacja amiszów poszła do domu wdowy po mordercy i złożyła jej kondolencje. Potem amisze zorganizowali zbiórkę pieniędzy na pomoc dla tej kobiety. Ich sąsiad powiedział, że go to nie dziwi, bo „Oni tacy są”.

Marek Osiecimski, dziennikarz nowojorskiego „Nowego Dziennika” przeprowadził rozmowy z mieszkańcami Nickel Mines. Fragment wywiadu ze sprzedawczynią należącą do amiszów:

– Oczywiście, że strasznie to przeżyliśmy, ale pomaga nam modlitwa – odpowiada na cisnące mi się na usta pytanie. – Znałam niektóre z tych dziewczynek. Znacznie lepiej znałam jednak ich rodziców. Przetrwamy – mówi, znów uśmiechając się łagodnie. – Przetrwamy, bo już przebaczyliśmy – dodaje […].

Pod sklep rozklekotaną mazdą podjeżdża 70-letni Don Reese, który do Georgetown przyjechał na urlop z Arizony. – Znam ich od dziecka. Wychowywałem się w tych okolicach. Oczywiście, że przetrwają. Powiem więcej: to ich umocni. W nich nie ma gniewu, jest sama dobroć i pogodzenie się z wyrokami Boga. Modlą się, kiedy jest ciężko, a ludziom, którzy wyrządzają im krzywdę, po prostu przebaczają. I tak też jest teraz – mówi z przekonaniem. – Life goes on!

Reese zaznacza, że gdy doszło do tragedii, poczuł wielki wstyd za cywilizację, której jesteśmy reprezentantami. Zwraca uwagę, że „oni”, amisze, nigdy niczego nie chcieli. Jedyne, czego pragnęli i dalej pragną, to móc spokojnie żyć po swojemu. A w zamian dają czystą dobroć.

– I nagle nasza cywilizacja weszła w ich życie z butami w najgorszej z możliwych postaci. Taka zbrodnia, taka zbrodnia… – głos mu się załamuje, ale ciągnie dalej: – I zobacz. Przebaczyli! („I zobacz. Przebaczyli!”. Amisze: jak było, tak jest i będzie, Tygodnik Powszechny, 29 października 2006, s. 25).

Bracia amisze są dla nas przykładem posłuszeństwa Słowu Bożemu. Choć trudno im było znieść ból po tej strasznej tragedii, modlitwa pomogła im znieść cierpienie i przebaczyć. Bóg w odpowiedzi na ich prośby uzdolnił ich do okazania miłosierdzia. Dzięki przebaczeniu przetrwają i trudne doświadczenia nawet ich umocnią. Zamiast się gniewać, przejawiają dobroć i godzą się z wyrokami Boga.

Duch odwetu i braku przebaczenia najbardziej szkodzi temu, kto go w sobie hoduje.

Zatem lekcje, jakich uczymy się od współczesnych anabaptystów mają wymiar bardzo praktyczny i mogą przyczynić się do dobrych relacji w rodzinie, kościele i społeczeństwie.

Warto też odnotować, że poza wymienionymi głównymi nurtami dzisiejszego anabaptyzmu istnieje wiele różnych ugrupowań o rozmaitych nazwach, które również trzymają się jego zasad wiary.

Różnice

Powiedzieliśmy sobie, że anabaptyści w pewnym stopniu są naszymi prekursorami, jako zwolenników chrztu wiary i wolnego Kościoła, oddzielonego od wpływów państwa. Powstaje teraz pytanie, co nas różni od anabaptystów.

  • Ogół anabaptystów stosuje chrzest przez polanie, tłumacząc to analogią do chrztu Duchem Świętym (zanurzenia w Duchu), polegającego tak naprawdę na wylaniu Go na ludzi – Dzieje Apostolskie 1,5; 2,17. Mówiąc prosto: skoro zanurzenie w Duchu Świętym to wylanie Go, analogicznie zanurzenie w wodzie to wylanie jej na chrzczonego. (Wyjątkiem jest ugrupowanie River Brethren, które praktykuje chrzest przez zanurzenie. Także polscy menonici chrzczą na życzenie przez całkowite zanurzenie). My praktykujemy pogrążenie chrzczonego w wodzie chrztu.
  • Anabaptyści nadal unikają przysiąg (Mateusza 5,33-37; Jakuba 5,12). My rozumiemy nauki Chrystusa i Jakuba nie jako całkowity zakaz, tylko jako zachętę, by być rzetelnym, prawdomównym i godnym zaufania, tak by niepotrzebne były przysięgi.
  • Anabaptyści praktykują umywanie nóg podczas Wieczerzy Pańskiej, tłumacząc to dosłownym posłuszeństwem naukom z Ew. Jana 13,1-17. My traktujemy te nauki i Chrystusowe umycie nóg apostołom jedynie jako wzór pokornego usługiwania, a nie jako podstawę dla konkretnej praktyki Kościoła.
  • Anabaptyzm nie dopuszcza, by chrześcijanin mógł pełnić urząd sędziego lub być innym urzędnikiem państwowym. Ewangeliczni chrześcijanie dopuszczają taką praktykę, choć nie wszyscy.
  • Członkowie zborów anabaptystycznych nie idą do wojska, ani nie walczą na wojnach, uznając, że etyka Nowego Przymierza nie pozwala na okazywanie nienawiści bliźnim, nawet wrogom, ani na odbieranie życia bliźniemu (Mateusza 5,38-48; 26,52; Rzymian 13,8-10; 1 Jana 3,10-16). W ewangelicznym chrześcijaństwie są w zasadzie dwa stanowiska: zgodne z nauką anabaptystów oraz stanowisko selektywne, pozwalające chrześcijaninowi zastosować zasadę obrony koniecznej w przypadku agresji wojennej na jego kraj. Osobiście wierzę, że trudno jest pogodzić zabijanie bliźnich z nauką Chrystusa.
  • Siostry w zborach anabaptystycznych praktykują nakrywanie głowy, nie tylko podczas nabożeństw, ale przez cały Boży dzień. Kierują się pierwszą częścią 11. rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. W Kościele Ewangelicznych Chrześcijan sprawa ta jest pozostawiona sumieniu sióstr. Niektóre Kościoły ewangeliczne uznają tę zasadę jako obowiązującą wszystkie ochrzczone kobiety (lecz tylko na nabożeństwach i podczas modlitw). Tłumaczą to argumentem, że nie jest to sprawa kulturowa, bowiem czyniona jest ze względu na aniołów (1 Koryntian 11,10), i jest związana z ponadczasową Boską zasadą zwierzchnictwa (1 Koryntian 11,3). Osobiście jestem za tym, by jak najwięcej naszych sióstr praktykowało nakrywanie głowy na nabożeństwach i w trakcie modlitwy. Ważna uwaga: nakrywanie głowy jest ważnym symbolem uległości niewiasty wobec porządku Bożego. Jeśli jednak kobieta będzie tylko stosowała symbol, a nie będzie posiadała cichego i łagodnego ducha (1 Piotra 3,3-4), to taki symbol będzie przez nią stosowany obłudnie i fałszywie. Rzeczywistość w życiu i sercu chrześcijanki musi być zgodna z symbolem, jakim jest nakrywanie głowy.
  • Pogląd jednostki jest oceniany przez całą społeczność. W naszych zborach mamy niekiedy problem z przesadnym indywidualizmem niektórych braci czy sióstr. Od anabaptystów możemy nauczyć się, że osobiste poglądy podlegają ocenie Kościoła.
  • Inne rozłożenie akcentów. Jako ewangeliczni chrześcijanie mamy tendencję do skupiania się na głoszeniu nowego narodzenia i usprawiedliwienia z wiary, jako początku chrześcijańskiego życia. W niejednym zborze brakuje pomysłu na to, jak ma wyglądać dalsze życie chrześcijanina. Anabaptyści kładą nacisk na naśladowanie Chrystusa, zgodnie z nauką Kazania na Górze (Ew. Mateusza, rozdziały 5 do 7).

Istnieją konwersje w obydwie strony. Są tacy byli ewangeliczni chrześcijanie, w których zborach była głoszona tania łaska i łatwa droga, którzy przyłączyli się do menonitów lub nawet amiszów, dążąc do wierniejszego naśladowania Chrystusa. Zalicza się do nich David W. Bercot, prawnik, płodny pisarz i autor wielu wykładów. Są też tacy byli menonici i amisze, którzy uznali, że w ich dawniejszych kręgach zbyt wiele było tradycji i legalizmu, a za mało łaski, dlatego obrali ewangeliczne chrześcijaństwo. Jednym z nich jest Rick Penner, znany w naszym kraju były przewodniczący Ewangelicznego Kościoła w Kanadzie. Wszystko zależy od potrzeb duchowych poszczególnych jednostek lub ich preferencji. Paweł ostrzegał, że niektórzy nie ścierpią już zdrowej nauki, lecz nazbierają sobie nauczycieli według własnych upodobań, żądni nauki miłej dla ucha (2 Tymoteusza 4,3-4).

Reasumując, z anabaptyzmem łączy nas bardzo wiele, choć większość ewangelicznych chrześcijan nie przyjmuje dziedzictwa anabaptystów w całości, lecz wybiórczo. (Podobnie nie przyjmujemy całościowo dziedzictwa głównych reformatorów). Zachęcam jednak wszystkich Czytelników, by z kierunku anabaptystycznego zachowali wszystko, co jest zdrowe i biblijne (1 Tesaloniczan 5,21).

Wybrane źródła dla poszerzenia wiedzy

Menonici i ich dziedzictwo, Harold S. Bender, przekład dr Jan Wierszyłowski, wydawca: Peniel Amish Mennonite Church, USA, bez roku wydania.

Anabaptyści, William R. Estep, Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne, Warszawa 2009.

Historia teologii chrześcijańskiej, Roger Olson, rozdział 26, „Anabaptyści powracają do korzeni chrześcijaństwa”, ss. 433-458, Chrześcijański Instytut Biblijny, Warszawa 2003.

Anatomia hybrydy. Studium relacji państwa i Kościoła, Leonard Verduin, Bel Studio, Sp. z o.o., Warszawa 2005. Uwaga: polska edycja zawiera liczne przypisy polskiego wydawcy, daleko wybiegające poza myśl autora.

[1] Tak nazwał ich profesor Leonard Verduin w swym znakomitym dziele Reformatorzy i ich Pasierbowie (The Reformers and their Stepchildren), wyd. I, Eerdmans Publishing Company, Grand Rapids, Michigan, USA 1964.

[2] kanton -nu, -nie, lm -ny, mrz 1. «kraj związkowy wchodzący w skład Szwajcarii, mający własne organy ustawodawcze, wykonawcze i sądowe oraz zagwarantowany w konstytucji związkowej zakres kompetencji» Słownik wyrazów obcych PWN, wydanie elektroniczne, Warszawa 2004.

[3] Pastor Marian Biernacki wraz Centrum Chrześcijańskim „Nowe Życie” doprowadził do odrestaurowania zabytkowego Dworu Olszynka w okolicach Gdańska, w którym ma się mieścić Izba Dziedzictwa Kulturowego Menonitów. Pierwszy Zbór Zielonoświątkowy w Gdańsku zgromadza się w zabytkowej kaplicy menonickiej, przy ul. Menonitów 2A.

Szymon Matusiak